sobota, 16 kwietnia 2011

vol. 142

so... Wczoraj odbył się koncert Loveless ft Nana Kitade w poznańskim "BlueNote".... ale zacznijmy od początku ^^.
W pociągu do Poznania spotkałam się z Cebu <3. Razem po ponad dwóch godzinach podróży śmiejąc się i rozmawiając dojechałyśmy na dworzec główny w Poznaniu gdzie czekała na nas Angelika<3 Potem śmignęłyśmy na chwilę do Cebusiowego mieszkanka po mój jakże cudny bilecik na Nane, a potem do lasu na piiiiiwo ;) (żadne spotkanie przecież bez piwa się nie obędzie)
Tam oczywiście nie obyło się bez dansendansen, wspominek i latania w krzaczory. xD nvm.
Koło 16 zebrałyśmy się i wyruszyłyśmy do centrum. Kupiłyśmy następną partię piweczka i usiadłyśmy na trawce. Znów cisnęłyśmy. Cebu cały czas gadała o seksie. Nie obyło się bez wspominek, rozkminiania ile czasu już się znamy i co fajnego będzie w tym roku na Woodstocku i jak ten chlewik ogarniemy^^'
W końcu podążyłyśmy w stronę klubu. Spotkalyśmy tam Momo i Selene. Kiedy weszłyśmy do klubu było strasznie mało ludzi. Nana zaczęła grać około 30 minut później niż powinna. Wyszła na scenę jak zwykle piękna i taka promieniejąca. Przywitała się z jakże zacną publicznością i dała najwspanialszy koncert na jakim byłam. Było nas niewielu, bo około 50 osób co dawało taką magiczną atmosferę. Nikt się nie pchał, nikt nie wkurwiał siebie nawzajem.
Stałam na przeciwko Nany, tak na wyciągnięcie ręki. Czułam się jak w bajce i do tej pory nie mogę uwierzyć, że to nie był sen lecz jawa. Nana dała naprawdę świetne show, a jej głos brzmi jeszcze lepiej na żywo niż na nagraniach. Na dodatek patrzenie na nią było jak raj dla oczu. Ma idealne drobne ciałko. Myślałam, że pokaże, że jest zła kiedy niechcący pociągnęłam za kabel od mikrofonu, który się wyłączył. Ona jednak uśmiechnęła się i dalej zaczęła śpiewać.
Teraz troszkę o Taizo. Nie dość, że jest bardzo przystojny to w dodatku bardzo utalentowany. To co w pewnych momentach robił z gitarą i jak na niej grał nie mieści mi się w głowie.
Na sam koniec podziękowali i zeszli razem ze sceny. Chwilę później znów się pojawili. Ustawiła się wielka kolejka, a my na czele niej, bo tak jakoś się zdarzyło, że naprawdę całkiem przez przypadek ustawiono nas tam. nvm. ogólnie kolejka była po to by można było dostać autograf od artystów. W końcu się tam dopchałam. Dostałam piękne autografy z dedykacją i przez chwilę udało mi się porozmawiać z Naną i Taizo. Są naprawdę mili i strasznie otwarci na fanów. Szczególnie Nana, która pozwoliła się pocałować w policzek i przytulić. Co prawda Taizo wydawał się troszeczkę speszony/nieśmiały. Podziękowałam im ładnie i ... zaczęłam ryczeć.
Naprawdę pod względem płakania ten koncert dla mnie też był inny niż wszystkie inne na których byłam. Na każdym wcześniejszym płakałam tylko dlatego, bo wzruszyłam się tym co mówi artysta bądź wykonywana piosenka strasznie kojarzyła mi się z czymś bądź miała prześliczny dołujący tekst. Teraz płakałam prawie cały czas. Jednak były to łzy szczęścia, że w końcu zobaczyłam Nanę na żywo. Tym bardziej, że Nana strasznie mi imponowała swoim głosem, wyglądem i charakterem podczas gdy czytałam jej bloga.
Po wszystkim wyszłyśmy z klubu i pokierowałyśmy się z Cebu w stronę domku. Już pominę to o czym rozmawiałyśmy i jak fajnie bełkotałam w komencie kiedy przysypiałam.
Dzisiejszy dzień spędzony bardzo miło. Dochodzę do wniosku iż lovam Cebu i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu iż jest strasznie zboczona ;) Powrót papciągiem zaliczam do tych elo-uber-pro. Większość przesiedziałam słuchając muzyki i wspominając wczorajszy i dzisiejszy dzień. Później chwilę spałam. Wkurzyło mnie tylko to, że pociąg miał 3 minutowe opóźnienie i... przez to o minutę spóźniłam się na busa. to trzeba mieć kurwa szczęście. xD Spotkałam się jednak na chwilę z Łukaszkiem i Sylwkiem. Gee~! Tęskniłam za nimi <3
Teraz siedzę, delektuję się anyżową herbatką i wypisuję te dziwactwa, których i tak nikt nie przeczyta. Cóż...


Plakat z autografami i dedykacją od Nany i Taizo, butelka z wodą z której piła Nana i Nanowy termosik, który podpierdoliłam jej. W środku jest jeszcze pyszna anyżowa herbata. (wstyd mi za siebie)
Kurcze, pierwszy raz włączył mi się taki straszny fangirl. Zaczynam się siebie bać. =='



Tak czy inaczej. Uważam, że ten koncert przebił wszystkie inne. I moich kochanych Limp Bizkit i Meeva. Z tej bajki będzie mi się trudno otrząsnąć i wrócić do rzeczywistości w jakiej na co dzień się znajduję.

Chciałabym napisać jeszcze o czymś. Co nie jest wcale związane z koncertem jednak zostawię to może na później. Teraz żegnam <3
Bayo~!

6 komentarzy:

  1. ciesze się, że się koncert udał i że się tak dobrze bawiłaś kochana ♥♥♥ i wiesz co.. żeby kraść hahahah xD

    OdpowiedzUsuń
  2. no kurde... kraśc nie kraść. jakaś małolata chciała go podpierdolić, ale ja byłam szybsza, bo stałam bliżej ;)
    w summie taki strasznie przydatny ten termosik bedzie ;)
    a i noo.. bawilam sie przeswietnie. xD jakbym miala kase to bym do krk jeszcze wczoraj pojechala na drugi koncert xD

    OdpowiedzUsuń
  3. hahah to lepiej, że Ty go masz :DDD
    oja to faktycznie musiało być świetnie :3

    OdpowiedzUsuń
  4. nie wierze... zlodziejko ty ;p~! fakt faktem termosik sliczny ^^ i mialas duzo szczescia ze stalas wlasnie w tym miejscu i moglas pogadac z nana...
    tez bym tak chciala <3

    OdpowiedzUsuń
  5. ach ja też bym chciała iść na taki koncert...
    zazdroszczę;D

    OdpowiedzUsuń

🌸Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.
🌺Skoro już tu jesteś, zachęcam do pozostawienia komentarza na temat postu czy bloga. Co o nim sądzisz, co byś poprawił/a.
🌸Staram się odpisywać w miarę możliwości na każdy komentarz.
🌺Dziękuję za obserwację mojej strony. To znak, że to o czym piszę interesuje kogoś :)



🌺Nie bawię się w "obserwacja za obserwację"
🌸Wiem jak trafić na Wasze blogi. Nie musicie pozostawiać linków w komentarzu.
🌺 "Fajny post, wbijaj do mnie/link do bloga" nie będą publikowane.