wtorek, 12 kwietnia 2011

Miyavi live tour 2011

Po całym weekendzie zabaw w końcu wypoczęłam. Wypadałoby w końcu napisać o tym jak minął mi miniony weekend, a minął naprawdę bardzo barwnie i przyjemnie.
Po całym tygodniu ogarniania u babci kuwety jaką był remont trze było się rozerwać. W piątek wieczorkiem przyjechałam do Szczecina, by spotkać się z Akai i Toshiko na pogaduchach, ploteczkach i zamęczaniu Akai Big Bangami x)
Dnia następnego wstałyśmy dość wcześnie, ogarnęłyśmy się pogadałyśmy i wyszłyśmy na pociąg. Tam spotkałyśmy Madzie. W pociągu zabawa. Same na przedziale siedziałyśmy zajadając się magicznymi landrynkami i życiodajnym napojem. Jak zwykle miałyśmy szczęście do konduktorów typu „podrywacz nieszkodliwy”. Później dosiadł się do nas, (z naszej winy, bo powiedziałyśmy mu, że może się poczęstować miejscem) pan idiot pospolitus „bajkopisarz”. Opowiedział nam historię swojego życia kiedy to 25 grudnia o godzinie jakiejś tam jechał do pracy w Niemczech, a potem znalazł się w Holandii. Ojjojj.. Nie omieszkam dodać, że cały czas chodził z pistoletem wsadzonym w spodnie i… tj się nim „chwalił”. == Masakra. Jakiś jebnięty koleś max, ale co tam. My do takich szczęście najwidoczniej mamy.
Przyjechałyśmy w końcu do Gdańska. Zostawiłyśmy walizki w hotelu po czym znów powędrowałyśmy na dworzec. Tam spotkałyśmy się z Anią i razem pojechałyśmy do Sopotu. Pospacerowałyśmy, dostałam tulipanka od jakiegoś nieznajomego pana. Poznałyśmy kilka szalonych osobowości. A potem clubbing~! Gee~! Kluby po prostu odjazd pełen. Jeden przy drugim, w środku świetni ludzie. Najlepsi byli Anglicy i dwaj stalkujący Turcy o ładnych uśmieszkach. Mogę śmiało stwierdzić, że jestem tak samo zakochana w Trójmieście jak i w Krakowie J Dodam jeszcze, że kanar w ZKM’ce też był elo. Wyglądał i zachowywał się jak Brys Szyc w „Wojnie Polsko-Ruskiej” odgrywający rolę Silnego. xD
Dnia następnego wyruszyłyśmy w poszukiwaniu klubu, w którym grał Miyavi. Kiedy tam w końcu trafiłyśmy na miejsce. Pierwsze co mi przyszło na myśl to „WTF!” na widok czegoś czego bym wolała nie widzieć, bo miałam wielką ochotę na tym czymś się wyżyć. xD NVM. Zaczęła się impreza. Piwko, piweczko, piwunio… Landryny, landrynki, landrynunie….Tym właśnie sposobem razem z Toshiko dostałyśmy bani jak się patrzy. Tańce, pląsy i wygłupy do różnych piosenek. Wymyślanie tekstów i wskazywanie paluszkami na ludzi (chodzi mi tutaj o naszą przeróbkę „Barbra Streisand!”- może ktoś miał okazję tego posłuchać, może nie) W tym czasie spotkałam wielu wspaniałych ludzi – tych których już znałam, a także tych, których poznałam dopiero tam na miejscu. Koncert tworzą nie tylko artyści ale także widownia. A ta teraz była naprawdę ogarnięta. Co prawda zdarzyły się suki, które robiły wiele by mnie wkurwić, tylko dlatego, że uderzyłam balonikiem jej chłopaka/znajomego/chuj-wie-kogo. To raczej normalne, że nie zrobiłam tego specjalnie, bo niby po co? NVM.
Nadszedł czas koncertu. Przez chwilę stałam jak wryta. „Kurwa, widzę go na żywo”; spłynęło mi kilka lez po policzkach. Miyavi – raj dla uszu, oczu i serca. Miyavi – pierwszy japoński artysta, który tak bardzo ogarnął publiczność i mógł robić z nią co chciał. Zagrał większość piosenek, które strasznie lubię. Wyskakałam się, wybawiłam. W sumie nie wiem co mogę napisać o koncercie. Ci wszyscy, którzy tam byli, wiedzą jak było.
Byłam strasznie zaskoczona tym, że Meev nie grał samych nowych kawałków jednak także stare hity. Mimo, że rozmawiając z ludźmi z innych krajów wcześniej w necie oraz oglądając setlisty wszędzie gdzie był większość tego co odgrywał były to piosenki z nowego albumu. (jedyne czego żałuję, to to, że nie zagrał „Jibun Kakumei” i „Pop is death”.) Jego kontakt z fanami, to jak do nas mówił, to jak się uśmiechał…. Po prostu brak mi słów.
Miyavi jest jedyny w swoim rodzaju. Koncert podobał mi się tak bardzo, że nie wiem czy nie postawić go na pierwszym miejscu i przesuwając na drugie kochanego Limp Bizkit. Przypominając sobie w myślach wszystko to jak było i z kim byłam jednak nie mogą nic zmieniać w mej liście najlepszych koncertów) ^^’’. Ex equo na pierwszym MIYAVI i LIMP BIZKIT. Ot co~!
Po koncercie bania. Jeszcze większa niż przed, ponieważ znalazłam paczkę landrynek w torbie i wpierdoliłam je podczas koncertu sama. Spocz. xD
A już potem na samym końcu zostałam z Isakirem. Poszliśmy wpierw na dworzec, a później jeszcze na piwo do jakiegoś baru. Tam z kolei siedzieli sami ludzie, którzy wracali także z koncertu. Nie wierzę w to co się tam działo. Jakieś dziwne rozmowy, tańce połamańce do „Sorry Sorry” (Właśnie, Toshi~! Tego nie tańczyłyśmy przed koncertem! ;c Wiedziałam, że o czymś zapomniałyśmy.) Wróciłam do hotelu…
… a rano obudziła mnie Madzia. I pojechałyśmy do domku. Cały czas zwałowałam z Toshi ze wszystkiego – dosłownie. W sumie taka bania bardzo mi się podobała i chyba do tej pory czuję jak bolą mnie mięśnie brzucha od śmiania.
W Stargardzie Szczecińskim wysiadłam z pokoju i powędrowałam na busik. Tam z kolei wkurzyła mnie jedna stara baba. Widzi, że ludzie stoją wkoło niej siedzącej na łąwce, ale nie ustąpi miejsca, bo jej się reklamówki zmęczyły. No kurwa~! Nienawidzę starych bab, które myślą, że jak są stare mogą wszystko. ;x

PODSUMOWUJĄC:
Mój wyjazd do Trójmiasta uważam za jeden z tych weekendów, o których zapomnieć nie można. Koncert, imprezy w Sopocie, ludzie tam mieszkający… Po prostu jak w bajce. 

3 komentarze:

  1. o pomstę do nieba12 kwietnia 2011 17:16

    wołają twoje błędy ortograficzne...

    OdpowiedzUsuń
  2. Uhuhuhuuu~!! Misa~! W koncu też mozesz popodniecac sie ze mna meevem. ;D ciesze sie ze dobrze sie bawilas ;) na pewno mialas weselej niz ja xD

    OdpowiedzUsuń

🌸Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.
🌺Skoro już tu jesteś, zachęcam do pozostawienia komentarza na temat postu czy bloga. Co o nim sądzisz, co byś poprawił/a.
🌸Staram się odpisywać w miarę możliwości na każdy komentarz.
🌺Dziękuję za obserwację mojej strony. To znak, że to o czym piszę interesuje kogoś :)



🌺Nie bawię się w "obserwacja za obserwację"
🌸Wiem jak trafić na Wasze blogi. Nie musicie pozostawiać linków w komentarzu.
🌺 "Fajny post, wbijaj do mnie/link do bloga" nie będą publikowane.