Od dłuższego czasu zastanawiam się nad tym co zrobić by ten blog był znacznie ciekawszy niż jeszcze kilka notek temu. Postanowiłam pisać tu dosłownie o wszystkim; nie tylko o tym co dzieje się u mnie, ale także o innych rzeczach jakie mogłyby Was zainteresować. (książki, make up, przepisy, przemyślenia i refleksje a niektóre tematy itp.) Mam nadzieję, że to dobry pomysł, który może zachęci Was w pewien sposób do częstszego zaglądania tutaj.
Dziś poruszę temat książki jaką ostatnio przeczytałam.
Tytuł: The Walking Dead, Żywe Trupy: Narodziny Gubernatora.
Tytuł oryginalny:
The Walking Dead: Rise of the Governor
Autorzy: Robert Kirkman, Jay Bonansinga
Wydawnictwo: Sine Qua Non, 2011
Wydawnictwo: Sine Qua Non, 2011
ilość stron: 364
Do kupienia książki skłoniło mnie tylko i wyłącznie to, że chciałam ją podarować chłopakowi w prezencie urodzinowym. Moim (może i dziwnym) zwyczajem jest to, że czytam książkę jaką daję komuś.
Od samego początku byłam do niej sceptycznie nastawiona. Tematyka zombie to zdecydowanie nie mój klimat. Zastanawiając się nad tym, co tak kręci mojego chłopaka w klimatach postapokaliptycznych zaczęłam ją czytać, jednak bez żadnych emocji i wgłębiania się w to co przeżywają bohaterowie.
Ogólnie książkę czyta się bardzo szybko. To lekka i przyjemna lektura, szczególnie dla miłośników zombie. Mnie osobiście przez większość czasu nudziła. Ciekawych akcji było zdecydowanie za mało, a większość książki to zwyczajne "pierdu pierdu" dające wrażenie zapełnienia kilkunastu kartek papieru więcej przez autora. Bohaterowie są bez charakteru. Jedynie Philip nie jest mdły na tle tego dość nudnego całokształtu jaki przedstawia autor. Przez to też może się wydawać, że tylko on jest pierwszoplanowym bohaterem, drugiego planu nie ma wcale, a cała jest tylko tłem.
Kiedy zaczęłam czytać "Narodziny Gubernatora" myślałam, że choć trochę będą mnie obrzydzały zombie, jak opisany jest ich wygląd i zachowanie. Było wręcz odwrotnie, śmieszyły mnie.
Zarówno jak śmieszyło mnie wiele innych rzeczy - konkretnie przekład książki, który jest bardzo słaby. Pełno w nim błędów ortograficznych, stylistycznych, literówek oraz mylonych imion (konikiem tutaj jest wg mnie: "Phillip podał broń Phillipowi"), a same dialogi są sztuczne.
Akcja zmienia się dopiero po 18 rozdziale. Zaczyna się dziać coś więcej niż tylko opisane mdłe dialogi i opisy sytuacji. Następuje zwrot akcji i wszystko nabiera tempa. Zakończenie jest naprawdę zaskakujące, a niektórych sytuacji nie można było się spodziewać.
Ogólnie książkę oceniam na dobrą, a w skali 1:10 daję jej 5. Gdyby nie to, że napisana jest tak, że szybko się ją czyta chyba nigdy bym jej nie skończyła. Zanudziłaby mnie na śmierć, a kartki przewracałabym co kilka stron, aby tylko mniej więcej wiedzieć o co chodzi.
Miłośników komiksów jak i serialu zachęcam do przeczytania "Walking Dead: Narodziny Gubernatora". Może chociaż Was nie zawiedzie historia Philipa i jego przyjaciół w świecie żywych trupów. ^^
☆.。.:*・°☆.。.:*・°☆.。.:*・°☆.。.:*・°☆.。.:*・°☆.。.:*・°☆.。.:*・°☆
Osobiście wolę książki w utrzymujące się w temacie czarownic, wampirów (oraz książki azjatyckich pisarzy i te, których akcja dzieje się w Azji, czasami nie pogardzę jakimś dobrym romansidłem, bądź przygodówką) Od rana przeglądam allegro w poszukiwaniu gwiazdkowego prezentu dla siebie w postaci książki. Co prawda znalazłam już komplet tomów dla siebie i II tomiki w tematyce zombie dla Tomka (które też będę zapewne czytała), ale wychodzę z założenia, że książek nigdy za dużo. Stąd moje pytanie do Was moi drodzy. Znacie jakieś ciekawe tytuły, które mogłyby mi się spodobać ?
x.o.x.o.

