Ariana dla WS | Blogger | X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przystanek woodstock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przystanek woodstock. Pokaż wszystkie posty

17 sierpnia 2017

23 Przystanek Woodstock jak wygląda z mojej perspektywy

🎶music: ONE OK ROCK - Memories🎶
UVERworld -  Lone Wolf
Hej Kochani. ❤🌈

Postanowiłam, że wezmę urlop od bloga na jakiś czas i faktycznie tak było. Ale już jestem. 
Na facebookowym fanpage napisałam, że mam dla Was notkę odnośnie pewnego wakacyjnego wydarzenia...

Otóż Przystanek Woodstock... bo tym tematem mam ochotę się dziś zająć.
Minęło już trochę czasu od festiwalu Jurka Owsiaka, woodstockowicze powrócili bezpiecznie do domu, a politycy i blogerzy mieli o czym pisać i debatować. Ja jednak postanowiłam poczekać jakiś czas,żeby cały szał wkoło festiwalu minął i na spokojnie podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami.
Czytałam mnóstwo postów na temat tegorocznego Przystanku Woodstock. Niektóre były bardzo miłe i przychylne dla Jurka i jego ekipy, inne wołały o pomstę do nieba i powiedzenie autorowi "to ku*** tam nie jeździj skoro masz na wszystko narzekać". Jeden post naprawdę mnie wkurzył. (chciałam znaleźć tego bloga jednak przekopałam kilka fp i historie swojej przeglądarki i niestety go nie znalazłam) Dziewczyna opisywałam w punktach Woodstock, niestety w samych negatywach...
Teraz moja kolei by opowiedzieć Wam to jak ja to widzę.

Na Przystanek Woodstock jeżdżę od wielu lat i nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek spotkało mnie coś nieprzyjemnego bądź też przykrego. Zapewne właśnie dlatego tak dobrze się tam zawsze czułam i dlatego wracam tam co roku. Nie ukrywam jednak, że tego typu wypady trzeba lubić. Na początku kiedy przyjechałam o raz pierwszy poznawałam środowisko i to jak to wygląda w środku. Pierwszy raz kiedy przyjechałam na pole w Kostrzynie nad Odrą tak naprawdę nie było jakiś wygód. Porównując mój pierwszy czy drugi Woodstock a ten w tym roku... wtedy było zupełnie inaczej i nie ma co porównywać jednego do drugiego...
Organizacyjnie Jurek przez te kilka (może i naście) lat zrobił wielkie postępy.
Począwszy od samych atrakcji jakimi są koncerty i dla których właśnie tam jeździmy. Nie jest to już festiwal typowo rockowy. Teraz każdy znajdzie coś dla siebie, poprzez rock, metal, rap, a nawet muzykę klasyczną. Z roku na rok na Woodstock są zapraszane fantastyczne zespoły zarówno z Polski jak i zagranicy.
Festiwal mogłabym spokojnie nazwać miejscem gdzie nie ważne jest jaki kolor masz skóry, narodowość czy też wyznanie. Wszyscy są do siebie pozytywnie i przyjaźnie nastawieni. Owszem, zdarzają się jakieś kłótnie między osobami, jednak wydaje mi się, że to bardziej chodzi o osobiste rzeczy gdzie pokłócił się kolega z kolegą (albo sama byłam tylko takich świadkiem na przełomie tych wszystkich lat). Mimo wszystko raczej jakiś bójek nie widziałam chyba nigdy.
Multi-kulti! 
Wiele osób wie, że na Woodstock przyjeżdżają wyznawcy Krishny, mają tam swoje stragany, jadłodajnię, w której podają wegański dhal z soczewicy i halawę zwaną potocznie przez woodstockowiczów "kulkami mocy". Pod jednym ze straganów odśpiewują w kółko mantry.
Wydaje mi się, że mało ludzi jednak wie o tym, że prócz bhaktów (wybaczcie nie wiem czy to poprawna odmiana) na Woodstock zapraszani są księża i zakonnicy, którzy również mają swoją "Jezusową Wioskę", odprawiają msze, a także biorą czynny udział w festiwalu, bawią się i rozmawiają z ludźmi na polu.
Skoro już wspomniałam o jedzeniu... Na przełomie lat powstawało coraz to więcej stoisk z jedzeniem, a od kilku lat na terenie festiwalu na jego czas budowany jest ogromny Lidl, dzięki któremu uczestnicy festiwalu nie muszą już ciągnąc ze sobą zbędnego bagażu jakim było jedzenie i napoje. Teraz można spokojnie rozbić namiot, a dopiero później wyruszyć do Lidla, już beż żadnego obciążenia. Jeśli chodzi o gotowe jedzenie...W tym roku był naprawdę wielki wybór w jedzeniu typu fastfood. Za rozsądną cenę można było zjeść naprawdę wszystko. Począwszy od 40cm kiełbasy w bułce, poprzez pierogi, bigos, schaboszczaka, po pizze, burgery wołowe i nuggetsy. W tym roku dobrze rozwinięta była także kuchnia wegańska i weganie nie byli już skazani tylko na jedzenie "u Krishnowców".

Piwo... Jedyny "legalny" trunek alkoholowy jaki był dozwolony na Przystanku Woodstock. Wioski piwne, bardzo rozległe, piwo lane, puszkowe, także smakowe i raddlery. Oczywiście zdarzało się, że gdzieś tam ktoś w obozie wypił wino, czy mocniejsze trunki, ale proszę... nie wkładajmy wszystkich do jednego worka. To tak jak napisała ta blogerka, o której wspomniałam wcześniej, a której bloga nie mogę znaleźć... Co to za przyjemność przebywać na festiwalu gdzie wszyscy piją alkohol hektolitrami, zioną piwskiem i są naćpani... W tym momencie dziewczyna włożyła wszystkich do "jednego worka". Nie każdy uczestnik festiwalu tylko pije alkohol i zażywa narkotyków. Jak na każdym festiwalu, czy to Woodstock czy Sunrise, Opener czy jakikolwiek inny... Zawsze znajdzie się kilku delikwentów, którzy będą odstawać od reszty społeczeństwa go otaczającego i albo przesadzi z alkoholem, albo też zapali marychę czy cokolwiek innego. Moje zdanie na ten temat jest takie, że to dzieje się wszędzie. Nie tylko na Przystanku Woodstock, ale na każdym innym festiwalu. Na Woodstocku jednak może widać to troszeczkę inaczej, ponieważ tutaj, ludzie są otwarci na drugiego człowieka, wiecznie aktywni i zadowoleni. Pojawiają się na ścieżkach, pasażu czy pod którąś ze scen. Biorąc pod uwagę to ile ludzi pojawia się na Woodstocku w porównaniu do innych festiwali odbywających się w Polsce na m2 przypada więcej poświrowanych osób jak gdziekolwiek indziej.
To tak jak mój tato wytłumaczył mi bardzo prostą sprawę odnośnie komarów, których ku mojemu zdziwieniu nie było. "Na dany obszar przypada tyle i tyle komarów. Tam na tym obszarze jest o wiele więcej ludzi jak tych komarów, dlatego jeden na dziesięciu zostanie ukąszony i to koniec. Dlatego nie trafiło na Ciebie"
Niestety ta ilość ludzi przekłada się na gigantyczne kolejki tu się zgodzę z każdym hejterem jaki umieścił niepochlebny post po tegorocznym Przystanku. Z resztą nie bez powodu mówi się, że "Na Woodstocku musisz planować, kiedy chcesz siku, aby wystać swoje w kolejce." Nie oznacza to jednak, że toitoiów jest mało. Nie. Jest ich bardzo dużo i ustawiane są w różnych punktach, gdzie możecie się pojawić, stosunkowo blisko od siebie. Na Przystanek przyjeżdża z roku na rok więcej osób i przez to właśnie nie widać, że toików jest więcej.
Spokojnie można zadbać tam o higienę, a mokre chusteczki odeszły do lamusa. Na terenie festiwalu postawione są krany z bieżącą (niestety zimną wodą), ale także znajdują się strefy płatne z prysznicami gdzie woda była przyjemnie cieplutka i... (w tym roku robił szał) porcelanowy kibelek, z którego można było korzystać wchodząc na strefę płatną.
Atrakcjami, które zajmowały nam czas nie były tylko koncerty. Jak już chyba wcześniej wspomniałam... Każdy znajdzie coś dla siebie. Liczni patronaci Woodstocku gwarantowali nam niesamowitą zabawę od rana do wieczora. Play, allegro, ASPi wioska Krishny... Tam zawsze dzieje się coś ciekawego. Od warsztatów, poprzez sesje yogi, zumbę i różne różniaste konkursy...
Prócz tego sami woodstockowicze wymyślają i bawią się w gry. W tym roku byłam świadkiem gier takich jak "niewidzialna guma","niewidzialne jeszcze niżej" oraz Giertych zwany także Flanki. Sami organizatorzy festiwalu poszli o krok dalej i w tym roku zorganizowali Runmagedon. Polegał on na tym, że przez cały teren festiwalu zrobione były dwa tory do biegania z przeszkodami, a uczestnicy festiwalu zgłaszali się do zabawy.

Jak się okazuje, Festiwal nie jest wcale taki niebezpieczny jak go telewizja malują.
W tym roku na Przystanku Woodstock widziałam najwięcej dzieci od momentu kiedy zaczęłam w ogóle na Przystanek przyjeżdżać. To chyba jednak coś znaczy, prawda? 😀

 Podsumowując... Mam nadzieję, że udało mi się
- zwizualizować i przekonać- tych którzy nie mieli okazji jechać
- przypomnieć - tym którzy goszczą w Kostrzynie podczas festiwalu tak jak i ja
To nie jest festiwal wrogo nastawiony do ludzi, a ludzie tam nie są wrogo nastawieni do drugiego człowieka. Świadczy o tym to, że z roku na rok przyjeżdża tam coraz więcej ludzi z różnych krańców świata. Świadczy o tym to, że pomimo iż politycznie festiwal chcą zniszczyć tak wielu ludzi nadal jest za nim. Świadczy o tym także to, że nadal go chcemy, że artyści przyjeżdżający w to miejsce dziękują i chcą tam gościć.
Media i kościół mówią na ten temat wiele, jednak uważam, że w tym temacie powinni odzywać się tylko ludzie, którzy choć raz tam pojechali i przebywali więcej niż godzinę.
I to właśnie z tego miejsca pragnę podziękować Jurkowi Owsiakowi i całej ekipie Woodstock za te trzy magiczne dni w roku 💓💓
Nie bez powodu Przystanek Woodstock nazwany jest Najpiękniejszym Festiwalem Świata. 

Co Wy myślicie na ten temat? Chętnie dowiem się Waszych opini.

zdjęcia pochodzą z galerii zamieszczonej na facebook WOODSTOCKOWICZE
mam nadzieję, że używając ich nikogo nie uraziłam


5 sierpnia 2015

Przystanek Woodstock 2015

music: Modestep - Sunlight
Miyavi - The Others

Jak zapewne większość z Was słyszała z telewizji, radia czy innego rodzaju mediów w ubiegłym tygodniu odbył się najpiękniejszy festiwal jaki mógłby się wydarzyć na Ziemi. PRZYSTANEK WOODSTOCK. To już 21 Przystanek jaki został stworzony w Polsce, a mój 10.
Korzystając z jednego dnia wolnego jaki miałam w dzień, w którym odbywał się festiwal wraz z Radkiem pojechaliśmy na pole zobaczyć co się dzieje. Kiedy przyjechaliśmy ludzie będący na miejscu dopiero się budzili, a pogoda średnio dopisywała.
Nie było jednak najgorzej. Im bliżej godziny 15:00 tym więcej słońca zaglądało zza chmur i rozpogodziło się. Jak co roku, rozpoczęcie było fantastyczne. Odjazd Przystanku, Iskry na niebie i niesamowite koncerty. W tym roku najbardziej zależało mi na koncertach Illusion i Within Temptation. Resztę którą chciałam obejrzeć  i usłyszeć niestety widziałam tylko na komputerze w pracy i w domu. (hed)p.e, Modestep, VooVoo tak czy inaczej dwa ostatnie widziałam już na żywo, jednak warto byłoby się pobawić pod sceną jeszcze raz. Następny rok będzie inny. Tak. Zaplanowany w każdym calu.
TAK BYŁO NA POLU
A TAK OGLĄDALIŚMY WOODSTOCK W SZCZECINIE

Mam nadzieję, że rok szybko minie i będę mogła tam wrócić. 
A jak u Was kochani? Ktoś był na Przystanku Woodstock? Ktoś z Was może zamierza się dopiero wybrać? (=`ェ´=)

xoxo

4 sierpnia 2014

XX Przystanek Woodstock - 2014

Hej kochani.
Jakiś czas temu wróciłam z NAJPIĘKNIEJSZEGO FESTIWALU ŚWIATA.  Jak co roku przywiozłam ze sobą wspaniałe wspomnienia, zawarłam nowe znajomości i pogłębiłam stare, a przede wszystkim zdobyłam masę pozytywnej energii na cały rok, aby dotrwać do kolejnego Przystanku Woodstock, na którym na 100% się pojawię. Zacznę jednak od początku, pomijając całe to "rano byłam w pracy", to co działo się przed wyjazdem etc.
mój strój na
pierwszy dzień
Festiwalu
Godzina 17.32, pociąg ze Szczecina Głównego do Kostrzyna nad Odrą ruszył.  Za 2 godziny z hakiem mieliśmy wspólnie z Jackiem być na dworcu. W pociągu spotkaliśmy mnóstwo pozytywnych ludzi, z którymi zrobiliśmy mały before party.  Spotkałam tam również starych znajomych, których nigdy w życiu nie poznałabym gdyby nie ich pseudonimy podczas przedstawiania się. Ciężko poznać kogoś kiedy nie widziało się go przez kilka lat. Wyjeżdżając ze Szczecina za oknem pociągu cały czas świeciło słońce, a im bliżej tak zwanej mety byliśmy tym bardziej pogoda się psuła. Centralnie przed Kostrzynem się rozpadło. Wysiedliśmy z pociągu i podążyliśmy w stronę Woodstockowego pola. Wielu ludzi czekało chowając się przed deszczem, ale z Jackiem stwierdziliśmy, że deszcz nam nie groźny i idziemy dalej. Faktycznie. Tak czy siak byliśmy już mokrzy, a sam deszczyk nie był zimny - raczej przyjemnie kojący.  Po długiej drodze, którą przeszliśmy ze wszystkimi tobołami, zrobionymi kilkoma przystankami doszliśmy do ronda - punktu zwrotnego dla chyba każdego podróżnika Woodstockowego.  Od tamtej pory już było z górki, chwile później spotkaliśmy Fatum, która zaprowadziła nas na pole zwane "Odbytem Lasu".
lewy dolny róg - tam nasz obóz ^^
Nazwa zobowiązywała.  Było naprawdę spokojnie, dużo miejsca i ciemno jak w tyłku.  Nie przeszkadzało to jednak w niczym.
Rozłożyliśmy namiot i spotkaliśmy się ze znajomymi. Było całkiem zabawnie i bardzo się cieszę z tych spotkań, ponieważ znałam chłopaków tylko z internetu. Szczególnie znajomość z Pilchem trzeba było w końcu jakoś ogarnąć na żywo, bo w necie strasznie dużo pisaliśmy (ah te photoblogi^^)

Dnia następnego ruszyłam z Jackiem na zakupy do Żabunci pod dworcem PKP. Zanim jednak tam dotarliśmy zrobiliśmy dość spore kółeczko po Kostrzyniu. Po zrobionych zakupach czekaliśmy chwilę na to, aż przyjedzie Sato. No i przyszła. Od samego początku ją pokochałam... Za to jaka jest szczera, bezpośrednia i mega zabawna. Poszliśmy z uśmiechami na buziach do naszego namiotu, chwilę posiedzieliśmy przy zimnym Leszku, następnie przejść się po Woodstockowym pasażu i odwiedzić Łukasza, którego poznałam na zeszłorocznym Woodzie. Wygłupów i głupoty wylewającej się z naszych głów nie było końca. Później odprowadzić Satoszka na spotkanie i do błota.
♡luv♡luv♡luv♡
Gosh~ To błoto to istny raj na ziemi podczas takich upałów, w momencie gdy chce się oglądać koncerty. T.Love zagrali naprawdę dobrze. Nie przepadam za Muńkiem i zespołem, ale tam, na Woodstockowym polu wszystko brzmi inaczej. Po usłyszeniu czegokolwiek momentalnie się w tym zakochujesz. Tam nawet mantry "Hare Krishna" są magiczne. Na koncercie zespołu The Bill byłam już nie pierwszy raz, ale teraz zwyczajnie bawiłam się o wiele wiele lepiej. W błocie pląsałam jeszcze podczas koncertu Protoje i Hatebreed. Protoje strasznie lubiłam słuchać już przed Woodstockiem, ale na żywo brzmieli tak genialnie... Teraz nie mogę przestać słuchać tej muzyki. "They never gonna love you JA like I love you JA ay ay" Niestety później już zrobiło się mega zimno i postanowiłam iść się ogarnąć. Co by nie było, co by ludzie nie mówili, da radę utrzymać czystość własnego ciała na tym festiwalu. Do zimnej wody da radę się przyzwyczaić. A jeśli takowa nie przypasuje zawsze można skorzystać z płatnych ciepłych prysznicy, do których trzeba stać w kilometrowych kolejkach. Chwilę otarłam się także o koncert Budki Suflera. ^%$%$#@#$%^&* to był pierwszy i niestety już ostatni ich koncert, który tak bardzo mnie porwał. Film poniżej oddaje całkowicie klimat tego koncertu. Nic dodać nic ująć.
Poszłam do Wioski Krishny na koncert Ras Luty i Mesajah na które tak bardzo czekałam. Ras Luta zwyczajnie podbił moje serduszko. Miał tak świetny kontakt z publicznością... Każdy utwór jaki zaśpiewał w 100% brzmiał lepiej na żywo niż w głośnikach słuchawek czy komputera. Bardzo podobało mi się, że grał także kilka kawałków EastWest Rockers. Do tego nie ukrywam, że później miałam naprawdę zacne towarzystwo. Otóż poznałam naprawdę przesympatycznego chłopaka z Żor (nie wiem jak to się odmienia) - Pawła, z którym chcąc nie chcąc spędziłam większość Woodstocku. Nie narzekam. Ale wracając do koncertów... Pod namiotem Krishny było mega gorąco, a tłum nadal napierał. Wszyscy chyba zbierali się na koncert Mesajah'a, jednak mnie niczym nie zaskoczył. Szczerze powiedziawszy myślałam, że będzie lepiej. Fajnie, że grał z gośćmi, ale później zaczął strasznie mulić. Pod koniec koncertu zawinęliśmy się pod Dużą Scenę, aby posłuchać jak gra Bednarek. Ten mnie nie zawiódł. Na każdym jego koncercie na jakim byłam zawsze bawiłam się świetnie. Zawsze z jego koncertów przywożę do domu wspaniałe wspomnienia i także jest i tym razem. Wesoła zabawa, uśmiechnięci ludzie, Kamil taki radosny, że znów gra na tej przepięknej scenie.
W kolejnym dniu mojego pobytu na tym wspaniałym festiwalu czas spędziłam z ekipą wesołego Syrena na sprzedaż z Częstochowy i jego znajomych. Razem z nimi również nie brakowało śmiechów. Chłopcy mieli tak pozytywnie poukładane w głowie, a pan Syren zamieniający się w księcia (taka mała wixa tematyczna) - Balcu chcąc nie chcąc sprawił, że strasznie polubiłam jego poczucie humoru. Po koncercie Tabu, który na notabene spędziłam w Lidlu zamiast pod sceną spotkałam Pawła, z którym później udałam się na spacer po Woodstockowej Krainie. Szczerze Wam powiem, że nie pamiętam kiedy ostatni raz przeszłam tyle kilometrów. Usiedliśmy na górze ASP i oglądaliśmy koncert Carrantuohill i Lao Che i rozmawiając.
Na wieczór przywdziałam strój tygryska i poszliśmy na koncert Acid Drinkers. Nie przepadam za nimi, ale na koncercie dali czadu. Nie ma co~ No i przede wszystkim zagrali "Love Shack!" który naprawdę chciałam usłyszeć na żywo. Ania pojawiła się na scenie i już wiedziałam, że poleci w głośnikach moja piosenka. A po nich chyba najbardziej wyczekiwany koncert tego roku - SKINDRED
To dopiero było coś. Staliśmy pod sceną i uciekaliśmy co jakiś czas przed pogo. W pewnym momencie wcale się nie dało, ponieważ cała półmilionowa publiczność tak szaleńczo pląsała i skakała. Skindred zwyczajnie zresetowali mi system podczas tego koncertu. Między kawałkami, aby podtrzymać kontakt z publiką puszczali dziwne kawałki internetu typu Harlem Shake. Oczywiście i bez tego mają świetny kontakt z widzami, a my słuchacze zwyczajnie ich uwielbiamy. I tak jest już drugi koncert na Woodstocku.
Chwilę jeszcze zostaliśmy na KyMani Marley i zmietliśmy do namiotów, bo Misa niestety zasypiała już na stojąco. (co za wstyd)
W sobotę, ostatniego dnia festiwalu poszłam odwiedzić wioskę Stargard. Tam spotkałam w końcu po prawie 2 latach Cichego. O mateńko. Nawet nie wyobrażacie sobie jak się za tym szalonym kolesiem stęskniłam. Chwilę byłam na rozpoczęciu koncertu Ukeje. Naprawdę uwielbiam ich. I aż dziwne jest mi stwierdzić, że bardziej podobał mi się koncert akustyczny na Zamku Książąt Pomorskich. Ale po raz kolejny usłyszeć głos Damiana na żywo to miodek na uszka.
widok na Woodstock z młynu

Z Cichym spędziliśmy trochę czasu, poszliśmy do jego obozu, a stamtąd nad Warte zażyć jakże kojących, chłodzących kąpieli. Co prawda droga była okrutna, bo strasznie daleka, ale podołaliśmy wyzwaniu. Kiedy wracaliśmy było o wiele przyjemniej, a droga wydawała się o wiele krótsza. Poszliśmy do mojego obozu, ponieważ musiałam zebrać swoje rzeczy i przenieść się do wioski Stargard, aby spokojnie wrócić ze znajomymi autkiem do domku jeszcze tego samego dnia po koncertach. Niestety nie pożegnałam się ze wszystkimi osobami, z którymi chciałam się pożegnać i podziękować za wspólnie spędzony czas i wspaniałą zabawę. Przepraszam za to bardzo mocno, jednakże czas gonił, a i większość z Was nie było w obozach. Zapewne szaleliście na Piersiach pod sceną. Przyszłam do Stargardowej wioski tuż przed tym jak zaczął padać deszcz. To już był swoisty znak, że Woodstock się kończy. Zawsze kiedy dobrze się tam bawię pod koniec festiwalu pada. Z miejsca w obozie oglądałam koncert Jelonka. Niestety nie dałabym rady iść pod scenę. Nie dość, że tam było tak dużo ludzi, to jeszcze ja nie koniecznie dobrze się czułam. Ciągłe spacery po Woodstockowych polach, pląsy pod sceną i spacer nad rzekę zrobiły swoje - nogi zwyczajnie odmówiły mi posłuszeństwa i były jak z waty. Dostały mocy jedynie wtedy kiedy wiedziałam już, że idę do samochodu, którym pojadę do domu. Co do koncertu Jelonka, słuchało się go bardzo przyjemnie, zapewne lepiej byłoby mi pod sceną, jak zwykle z resztą. Cóż, następnym razem~! Jedynym koncertem, który jakoś tak mi nie podszedł była Coma. Nie ze względu na Roguckiego jak wszyscy myślą, że się sprzedał, że coś tam. Nie, nie. Zwyczajnie nie lubię ich smutnych kawałków. Coma to dla mnie taki zespół, który nawet wykonując radosny utwór zrobi to tak jakby grali o śmierci i innych smutnych rzeczach.... Może na mój niesmak do tego koncertu miało wpływ również to, że nie stałam pod sceną wśród ludzi, gdzie nagłośnienie jest najlepsze... Nie mam pojęcia...Nie zmienia to jednak faktu, że byłam, zobaczyłam, usłyszałam. Zostaliśmy do koncertu Accept, ale chwilę później Zwierzaczek stwierdził, że zbieramy się...
za rok i ja mam zamiar stanąć na tym dźwigu.

I poszliśmy~ Ze wszystkimi tobołkami wyruszyliśmy w stronę autka, a droga jakby nie miała końca. Ciągnęliśmy się przez pasaż i jakąś polną dróżkę wraz z innymi ludźmi jak zombie.W drodze przypominałam sobie momenty z książki "Narodziny Gubernatora" - Kirkmana kiedy to zombie błąkały się po lasach i poboczach dróg. Śmiesznie. Po dość długiej wędrówce jednak dotarliśmy na parking. Spakowaliśmy się i przyjechałam do Pyrzyc, a dnia następnego mama odwiozła mnie do Szczecina.


Żeby nie było, że Misa wyszła bez szwanku podczas tegorocznego przystanku...Nabiłam sobie podczas zabaw i pląsów kilka siniaków.
Podczas tego Woodstocku miałam naprawdę dużo czasu do przemyśleń, podczas rozmów z ludźmi i siedząc/wędrując samotnie. Czas coś zmienić i stwierdzić czego chcę od życia.
A Wy jak tam? Byliście w tym roku na Przystanku Woodstock? Jak się bawiliście? A może dopiero macie zamiar się wybrać? :D

xoxo

4 sierpnia 2013

WOODSTOCK FESTIWAL 2013

WITAJCIE KOCHANI~!
Powróciłam cała i szczęśliwa z najpiękniejszego festiwalu na świecie - WOODSTOCKu.
Przyjechałam tam wraz z Zero i Kopciem w środę. Z racji iż byłam na czas festiwalu zameldowana w obozie Stargardu Szczecińskiego wyszedł po mnie Sylwek i Łukasz. Znaleźliśmy się na drodze, gdzie przycupłam z Zero i Kopciem na piwko pośpiewać z Amelką i jej przyjacielem.Idąc dalej na pasażu spotkałam mnóstwo ludzi, w tym moją kochaną Zielonowłosą Patrycje. ;)

od lewej - Sylwek, mua, Kadam, Patka
nie komentuje naszych min. nie pamiętam z czego było 'ha'
mua i jakiś koleś, którego nie znam, ale chciał zdjęcie. ^^ 
z Laurą ;)
Siedzieliśmy jeszcze jakiś czas na pasażu i poszliśmy do namiotu. Następnego dnia spotkałam się z Maciejem "Wojtusiem", którego poznałam dwa lata temu na Woodstocku. ^^ 
spójrzcie tylko, jacy my do siebie podobni jesteśmy ^^
Z Mefisto i Laurą
Chcieliśmy później iść po Zero, ale okazało się, że jako pierwszego właśnie jego tegoroczny Woodstock przerósł. Zero popłynął i pojechał do domku. Wróciliśmy do naszego obozu, a tam zaczęło się... IMPREZA, piwo za piwem... Wszystko na dróżce w cieniu także źle nie było. Przyszedł mnie odwiedzić mój były mąż. 
*cmok*
a stosunkowo blisko mnie byli rozbicie Shizuka i Prince. 
kiedy szliśmy na koncert Kamila Bednarka spotkaliśmy Fatum~
A później Kopcia do obozu na otwarcie Woodstocku i koncert Bednarka. Ja pierdole. Słucham jego kawałów, ale nie pomyślałabym, że może zrobić taki ogień. Wybawiłam się niesamowicie i jeszcze nie raz pewnie wybiorę się na jego koncert. A wieczorem wraz z Łukaszem wbiliśmy fazę, że mamy urodziny i chodziliśmy po polu i świętowaliśmy z naprawdę dziwnymi ludźmi. Począwszy od chłopaka, który uważał, że jego dziewczyna jest głupia, bo poszła na koncert Happysad i zostawiła go, bo on nie chciał iść (WTF?) po ludzi ze smacznym spirytem. 
Następnego dnia balowałam większość czasu balowałam z ludźmi, których poznałam tego samego dnia. Aż jakoś koło 16-17 padłam z wycieńczenia. :O Co do koncertów - Anthrax dał popis nie z tej ziemi.


Co prawda to prawda, wróciłam dzień wcześniej iż naprawdę źle się czułam. Moje nieumiarkowanie w piciu i paleniu spowodowało, że w sobotę rano podczas spaceru mało brakowało, a bym zemdlała. Zadzwoniłam po kolegę i jakiś czas później byłam już w domku. W oczekiwaniu na Kamila siedziałam z Patką... W domku obowiązkowa od razu kąpiel i normalne jedzenie. Później godzina snu i oczekiwanie na koncerty live. Szerze powiedziawszy 3sierpnia pod względem harmonogramu koncertowego (mimo iż w domku) był najlepszy. Począwszy od Ametrii, która zaczęła dobrze dzień. Kabanos też dał czadu, jednak Hunter swoimi coverami zmiótł. Anja Orthodox trochę za dużo piała, ale poza tym... WSPANIALE~ Cover SoaD - Chop Suey prawił, że pojawiły mi się ciarki na ciele. Później Leningrad rozpierdzielił mi głowę swoją energią i tekstami piosenek.. Pierwszy raz w życiu ich słyszałam właśnie wczoraj i od razu pokochałam. SOJA też dali radę, a później mój ukochany Kaiser Chiefs. O matko! Wtedy najbardziej żałowałam, że nie ma mnie na polu Woodstockowym.

Sami ogarnijcie~Leningrad 100% lepszy niz Enej.

A teraz trochę zdjęć pola i tego co się działo ;) 



największy Woodstockowicz zrobiony ze skrzynek Carlsberg. ;)
Wybaczcie, że notka napisana tak chaotycznie. Raz - działo się wiele, dwa - o niektórych rzeczach pisać nie mogę, trzy - niektórych rzeczy nie pamiętam, cztery - cały czas dochodzę do siebie.

TERAZ POZOSTAŁO TYLKO CZEKAĆ NA WOODSTOCKOWE WYDANIA KONCERTÓW NA DVD,a później oglądać je w domku i wszystko przeżywać jeszcze raz. :)

i czekać na wrzesień i koncert JAYA PARKA♥♥♥