17 sierpnia 2017

23 Przystanek Woodstock jak wygląda z mojej perspektywy

🎶music: ONE OK ROCK - Memories🎶
UVERworld -  Lone Wolf
Hej Kochani. ❤🌈

Postanowiłam, że wezmę urlop od bloga na jakiś czas i faktycznie tak było. Ale już jestem. 
Na facebookowym fanpage napisałam, że mam dla Was notkę odnośnie pewnego wakacyjnego wydarzenia...

Otóż Przystanek Woodstock... bo tym tematem mam ochotę się dziś zająć.
Minęło już trochę czasu od festiwalu Jurka Owsiaka, woodstockowicze powrócili bezpiecznie do domu, a politycy i blogerzy mieli o czym pisać i debatować. Ja jednak postanowiłam poczekać jakiś czas,żeby cały szał wkoło festiwalu minął i na spokojnie podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami.
Czytałam mnóstwo postów na temat tegorocznego Przystanku Woodstock. Niektóre były bardzo miłe i przychylne dla Jurka i jego ekipy, inne wołały o pomstę do nieba i powiedzenie autorowi "to ku*** tam nie jeździj skoro masz na wszystko narzekać". Jeden post naprawdę mnie wkurzył. (chciałam znaleźć tego bloga jednak przekopałam kilka fp i historie swojej przeglądarki i niestety go nie znalazłam) Dziewczyna opisywałam w punktach Woodstock, niestety w samych negatywach...
Teraz moja kolei by opowiedzieć Wam to jak ja to widzę.

Na Przystanek Woodstock jeżdżę od wielu lat i nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek spotkało mnie coś nieprzyjemnego bądź też przykrego. Zapewne właśnie dlatego tak dobrze się tam zawsze czułam i dlatego wracam tam co roku. Nie ukrywam jednak, że tego typu wypady trzeba lubić. Na początku kiedy przyjechałam o raz pierwszy poznawałam środowisko i to jak to wygląda w środku. Pierwszy raz kiedy przyjechałam na pole w Kostrzynie nad Odrą tak naprawdę nie było jakiś wygód. Porównując mój pierwszy czy drugi Woodstock a ten w tym roku... wtedy było zupełnie inaczej i nie ma co porównywać jednego do drugiego...
Organizacyjnie Jurek przez te kilka (może i naście) lat zrobił wielkie postępy.
Począwszy od samych atrakcji jakimi są koncerty i dla których właśnie tam jeździmy. Nie jest to już festiwal typowo rockowy. Teraz każdy znajdzie coś dla siebie, poprzez rock, metal, rap, a nawet muzykę klasyczną. Z roku na rok na Woodstock są zapraszane fantastyczne zespoły zarówno z Polski jak i zagranicy.
Festiwal mogłabym spokojnie nazwać miejscem gdzie nie ważne jest jaki kolor masz skóry, narodowość czy też wyznanie. Wszyscy są do siebie pozytywnie i przyjaźnie nastawieni. Owszem, zdarzają się jakieś kłótnie między osobami, jednak wydaje mi się, że to bardziej chodzi o osobiste rzeczy gdzie pokłócił się kolega z kolegą (albo sama byłam tylko takich świadkiem na przełomie tych wszystkich lat). Mimo wszystko raczej jakiś bójek nie widziałam chyba nigdy.
Multi-kulti! 
Wiele osób wie, że na Woodstock przyjeżdżają wyznawcy Krishny, mają tam swoje stragany, jadłodajnię, w której podają wegański dhal z soczewicy i halawę zwaną potocznie przez woodstockowiczów "kulkami mocy". Pod jednym ze straganów odśpiewują w kółko mantry.
Wydaje mi się, że mało ludzi jednak wie o tym, że prócz bhaktów (wybaczcie nie wiem czy to poprawna odmiana) na Woodstock zapraszani są księża i zakonnicy, którzy również mają swoją "Jezusową Wioskę", odprawiają msze, a także biorą czynny udział w festiwalu, bawią się i rozmawiają z ludźmi na polu.
Skoro już wspomniałam o jedzeniu... Na przełomie lat powstawało coraz to więcej stoisk z jedzeniem, a od kilku lat na terenie festiwalu na jego czas budowany jest ogromny Lidl, dzięki któremu uczestnicy festiwalu nie muszą już ciągnąc ze sobą zbędnego bagażu jakim było jedzenie i napoje. Teraz można spokojnie rozbić namiot, a dopiero później wyruszyć do Lidla, już beż żadnego obciążenia. Jeśli chodzi o gotowe jedzenie...W tym roku był naprawdę wielki wybór w jedzeniu typu fastfood. Za rozsądną cenę można było zjeść naprawdę wszystko. Począwszy od 40cm kiełbasy w bułce, poprzez pierogi, bigos, schaboszczaka, po pizze, burgery wołowe i nuggetsy. W tym roku dobrze rozwinięta była także kuchnia wegańska i weganie nie byli już skazani tylko na jedzenie "u Krishnowców".

Piwo... Jedyny "legalny" trunek alkoholowy jaki był dozwolony na Przystanku Woodstock. Wioski piwne, bardzo rozległe, piwo lane, puszkowe, także smakowe i raddlery. Oczywiście zdarzało się, że gdzieś tam ktoś w obozie wypił wino, czy mocniejsze trunki, ale proszę... nie wkładajmy wszystkich do jednego worka. To tak jak napisała ta blogerka, o której wspomniałam wcześniej, a której bloga nie mogę znaleźć... Co to za przyjemność przebywać na festiwalu gdzie wszyscy piją alkohol hektolitrami, zioną piwskiem i są naćpani... W tym momencie dziewczyna włożyła wszystkich do "jednego worka". Nie każdy uczestnik festiwalu tylko pije alkohol i zażywa narkotyków. Jak na każdym festiwalu, czy to Woodstock czy Sunrise, Opener czy jakikolwiek inny... Zawsze znajdzie się kilku delikwentów, którzy będą odstawać od reszty społeczeństwa go otaczającego i albo przesadzi z alkoholem, albo też zapali marychę czy cokolwiek innego. Moje zdanie na ten temat jest takie, że to dzieje się wszędzie. Nie tylko na Przystanku Woodstock, ale na każdym innym festiwalu. Na Woodstocku jednak może widać to troszeczkę inaczej, ponieważ tutaj, ludzie są otwarci na drugiego człowieka, wiecznie aktywni i zadowoleni. Pojawiają się na ścieżkach, pasażu czy pod którąś ze scen. Biorąc pod uwagę to ile ludzi pojawia się na Woodstocku w porównaniu do innych festiwali odbywających się w Polsce na m2 przypada więcej poświrowanych osób jak gdziekolwiek indziej.
To tak jak mój tato wytłumaczył mi bardzo prostą sprawę odnośnie komarów, których ku mojemu zdziwieniu nie było. "Na dany obszar przypada tyle i tyle komarów. Tam na tym obszarze jest o wiele więcej ludzi jak tych komarów, dlatego jeden na dziesięciu zostanie ukąszony i to koniec. Dlatego nie trafiło na Ciebie"
Niestety ta ilość ludzi przekłada się na gigantyczne kolejki tu się zgodzę z każdym hejterem jaki umieścił niepochlebny post po tegorocznym Przystanku. Z resztą nie bez powodu mówi się, że "Na Woodstocku musisz planować, kiedy chcesz siku, aby wystać swoje w kolejce." Nie oznacza to jednak, że toitoiów jest mało. Nie. Jest ich bardzo dużo i ustawiane są w różnych punktach, gdzie możecie się pojawić, stosunkowo blisko od siebie. Na Przystanek przyjeżdża z roku na rok więcej osób i przez to właśnie nie widać, że toików jest więcej.
Spokojnie można zadbać tam o higienę, a mokre chusteczki odeszły do lamusa. Na terenie festiwalu postawione są krany z bieżącą (niestety zimną wodą), ale także znajdują się strefy płatne z prysznicami gdzie woda była przyjemnie cieplutka i... (w tym roku robił szał) porcelanowy kibelek, z którego można było korzystać wchodząc na strefę płatną.
Atrakcjami, które zajmowały nam czas nie były tylko koncerty. Jak już chyba wcześniej wspomniałam... Każdy znajdzie coś dla siebie. Liczni patronaci Woodstocku gwarantowali nam niesamowitą zabawę od rana do wieczora. Play, allegro, ASPi wioska Krishny... Tam zawsze dzieje się coś ciekawego. Od warsztatów, poprzez sesje yogi, zumbę i różne różniaste konkursy...
Prócz tego sami woodstockowicze wymyślają i bawią się w gry. W tym roku byłam świadkiem gier takich jak "niewidzialna guma","niewidzialne jeszcze niżej" oraz Giertych zwany także Flanki. Sami organizatorzy festiwalu poszli o krok dalej i w tym roku zorganizowali Runmagedon. Polegał on na tym, że przez cały teren festiwalu zrobione były dwa tory do biegania z przeszkodami, a uczestnicy festiwalu zgłaszali się do zabawy.

Jak się okazuje, Festiwal nie jest wcale taki niebezpieczny jak go telewizja malują.
W tym roku na Przystanku Woodstock widziałam najwięcej dzieci od momentu kiedy zaczęłam w ogóle na Przystanek przyjeżdżać. To chyba jednak coś znaczy, prawda? 😀

 Podsumowując... Mam nadzieję, że udało mi się
- zwizualizować i przekonać- tych którzy nie mieli okazji jechać
- przypomnieć - tym którzy goszczą w Kostrzynie podczas festiwalu tak jak i ja
To nie jest festiwal wrogo nastawiony do ludzi, a ludzie tam nie są wrogo nastawieni do drugiego człowieka. Świadczy o tym to, że z roku na rok przyjeżdża tam coraz więcej ludzi z różnych krańców świata. Świadczy o tym to, że pomimo iż politycznie festiwal chcą zniszczyć tak wielu ludzi nadal jest za nim. Świadczy o tym także to, że nadal go chcemy, że artyści przyjeżdżający w to miejsce dziękują i chcą tam gościć.
Media i kościół mówią na ten temat wiele, jednak uważam, że w tym temacie powinni odzywać się tylko ludzie, którzy choć raz tam pojechali i przebywali więcej niż godzinę.
I to właśnie z tego miejsca pragnę podziękować Jurkowi Owsiakowi i całej ekipie Woodstock za te trzy magiczne dni w roku 💓💓
Nie bez powodu Przystanek Woodstock nazwany jest Najpiękniejszym Festiwalem Świata. 

Co Wy myślicie na ten temat? Chętnie dowiem się Waszych opini.

zdjęcia pochodzą z galerii zamieszczonej na facebook WOODSTOCKOWICZE
mam nadzieję, że używając ich nikogo nie uraziłam


13 komentarzy:

  1. woodstockowiczka17 sierpnia 2017 17:20

    czytałam bloga tej księżniczki. też byłam lekko zła i zdegustowana. tam nie jedzie się ze względu na wygody, a na taki jakby surwiwal. świetnie napisałaś to wszystko. mam nadzieje, że Woodstock za ro(c)k się odbędzie.
    SieMa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Tak , masz rację. Tam jedzie się dla tego całego "brudu". Tam można się zresetować (i nie mówię tylko o resetowaniu alkoholowym)
      Buziaki :3

      Usuń
  2. Uwielbiam patrzeć, co się dzieje na Woodstocku, ale z drugiej strony sama bym nie pojechała - typ księżniczki - za dużo ludzi, błota, piwa, piachu :D
    Mega plus za ONE OK ROCK! Jedziesz na Straszęcin?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby jechałam sama, ale nie bylam sama. spotkałam znajomego do którego obozu się dołączyłam, a później przyjechał do mnie mąż. Tak czy tak przez pierwsze dni spacerowałam bez towarzystwa. Nie jadę na Czad. Trochę daleko, a jeszcze nie byliśmy na urlopie i wolę to planować. Na większości koncertów które chciałam widzieć już byłam także nie mam w sumie czego żałować, a i noce już są potwornie zimne. Za zimne na namiot.

      Usuń
  3. To najpiękniejszy festiwal świata, taka jest prawda i już. Ja się w 100% zgadzam z tym co piszesz. Moją opinię chyba znasz, bo zagościłaś u mnie na blogu czytając o Woodstocku. Powiem jedno, ten festiwal przetrwał wiele i ma przetrwać jeszcze więcej! Żadna polityka tego nie zmieni.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie tak jak mowisz. Za rok oczywiscie tez sprobuje się pojawić, mimo iż będzie to już dla mnie o wiele trudniejsze.

      Usuń
  4. Mowiac szczerze, to bym wolala, zeby ludzie tam nie przyjezdzali. Jest juz za malo Woodstockowiczow, a za duzo randomow, ktorzy niestety nie tworza tego klimatu. Ludzie przyjezdzaja z dziecmi i psem na biwak. To juz nie to samo, co nasz pierwszy Woodstock ;/ Ale ponoc bedzie juz w innej lokalizacji, jezeli bedzie bardzo daleko, to pewnie nie pojade juz. Jakas epoka sie chyba skonczyla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madzia, zdania są podzielone. I ja też mam mieszane uczucia co do tego czy to dobrze czy nie ,że tak własnie ludzie przyjeżdżają. W tym roku byłam jednak ze znajomymi, którzy faktycznie wybrali się tam biwakować i oczekiwać na Najpiękniejszy Festiwal Świata. Mieli dostęp do butli z gazem, światła, agregatów i własnej toalety. Miejsce gdzie siedzielismy bylo jak salon w domu, fotele, kanapy. Mieli nawet trampoline. ale jak siedza tam tydzien przed i tydzien po to jakos to musi wyglądać.
      Jak narazie nadal ma byc w Kostrzyniu więc i ja może na chwilkę pojade, a Maluszka podrzucę na kilka godzin mamie.

      Usuń
  5. ja zawsze żałuję, że nie mam woodstocku bliżej :D nie jestem fanką spania w namiocie, a wybrałabym się zobaczyć, jak tam jest :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha doskonale Ciebie rozumiem. Z wiekiem po prostu przestałam lubić spać w namiocie, a jeszcze kilka lat temu bardzo lubiłam i tak spędzałam wakacje. No cóż. Tak czy siak uważam, że na te trzy Woodstockowe noce warto jest się przemęczyć, bo tak czy siak mało w owym namiocie siedzisz, a klimat i przeżycia są naprawdę niesamowite.
      Nawet jak się nie ma blisko. Polecam serdecznie się przejechać tam.

      Usuń
  6. Najbardziej magiczne miejsce w którym byłam, w sumie miło zobaczyć go jeszcze raz... Tyle cudnych wspomnień... No i ten miś <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie masz racje. :) Uwielbiam tam być i ku mojemu zdziwieniu mąż, który kompletnie nie jest w tych klimatach mówił, że mu się podobało i wolałby Woodstock jak np Sunrise. (co mnie nieziemsko cieszy)
      akurt ekipa od Misia co roku robi coś świetnego. co roku w tym samym miejscu coś robią. Był już Hogwart, statek z gwiezdnych wojen. ;)

      Usuń
  7. Jak zwykle zazdroszczę Ci tego festiwalu. Jeszcze nigdy nie byłam na Woodstocku i cały czas żałuję.

    OdpowiedzUsuń

🌸Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.
🌺Skoro już tu jesteś, zachęcam do pozostawienia komentarza na temat postu czy bloga. Co o nim sądzisz, co byś poprawił/a.
🌸Staram się odpisywać w miarę możliwości na każdy komentarz.
🌺Dziękuję za obserwację mojej strony. To znak, że to o czym piszę interesuje kogoś :)



🌺Nie bawię się w "obserwacja za obserwację"
🌸Wiem jak trafić na Wasze blogi. Nie musicie pozostawiać linków w komentarzu.
🌺 "Fajny post, wbijaj do mnie/link do bloga" nie będą publikowane.