piątek, 30 maja 2014

vol. 288 - Juwenalia Szczecin

Hej Kochani. ♥
Imprezowy tydzień rozpoczął się w zeszły wtorek kiedy to mieliśmy pracownicze ognisko blisko jeziora Głębokiego. (bijcie zabijcie nie mam zdjęć z tego jakże wesołego wydarzenia).
 Dnia następnego po pracy poszłam na Juwenalia. Spotkałam się w mieszkaniu z Tomkiem, tam posiedzieliśmy chwilę, pogadaliśmy, a później wyruszyliśmy na stadion gdzie odbywała się cała koncertowa impreza. Staliśmy w kolejce do bramek, przez które wpuszczali na juwenaliowy place. Kiedy już byliśmy w środku zobaczyłam taki mini Woodstock, (ale naprawdę mini-mini). Nie ukrywam, że bardzo fajnie się bawiłam. Koncerty na których byliśmy bardzo mi się podobały, towarzystwo też było w porządku ;)

Na Bednarku bawiłam się świetnie. Zważywszy na to, że znałam wszystkie kawałki jakie Kamil grał śpiewałam i tańczyłam. Przez te kilka chwil stworzyłam sobie swój własny świat, jakby nikogo wkoło mnie nie było. Wspominałam pierwsze koncerty Bednarka na których byłam, i ten jeden szczególny z ostatniego Woodstocku.
Luxtorpeda dała również dobry koncert.Szczerze powiedziawszy nie często słuchałam ich muzyki w domu, jednakże podczas występu bawiłam się bardzo dobrze. W sumie poznałam jak zespół brzmi na żywo i nie ukrywam, że polubiłam ich.
Ostatnim artystom, który zagrał na scenie tego dnia był Jamal. Tego pana w ogóle nie słuchałam poza koncertem. Nie kojarzyłam w ogóle co gra i jakie ma kawałki ma zaprezentować. Podczas występu okazało się, że większość utworów znam i to bardzo dobrze. To z imprez, to z playlisty Negai. W gruncie rzeczy na jego koncert miałam iść tylko ze względu na to, że 'skoro już tam jestem'. Tak naprawdę bawiłam się znakomicie. Skakałam, tańczyłam... i śpiewałam, bo skoro już znałam kawałki, to czemu by nie. ;)


Dnia następnego spotkałam się z Rudym i mieliśmy iść na drugi koncertowy dzień na Juwe. Wpierw poszliśmy do parku wypić piwko, po czym stwierdziliśmy, że na koncerty nie idziemy, ponieważ dobrze wszystko słychać z miejsca w którym siedzieliśmy. Tutaj właściwie nie mam co opowiadać, ponieważ nie za dużo widziałam (w gruncie rzeczy nie widziałam nic), ale jeśli chodzi o muzykę to było naprawdę fajnie. Mimo iż nie siedzieliśmy przed sceną, a gdzieś poza miejscem koncertów nagłośnienie było dobre. Całą Raggafaye słyszeliśmy idealnie. (jak na takie warunki) Podsiadło nie słychać było wcale, a później Strachy na Lachy. W sumie też dawali radę, ale na dzień dzisiejszy żałuję, że nie byłam na miejscu pod sceną.
Mam nadzieję nadrobić to na dniach Polic, gdzie grać będzie GrubSon, Łąki Łan i Coma.

czwartek, 15 maja 2014

Vol. 287

Hej kochani. 
Z uwagi na to, że poniedziałek i wtorek miałam wolny, a w niedziele skończyłam o w miarę rozsądnej godzinie prace postanowiłam pojechać do domu odwiedzić rodzinę.  Po wyjściu z busa miałam iść do babci, bo u niej wszyscy spędzali niedziele. Siedząc wygodnie w fotelu, słuchając muzyki i gapiąc się w ciągle zmieniający się widok za oknem myślałam tylko o tym, że wszystkich zobaczę. Uśmiechnęłam się do siebie myśląc o tym, że wchodząc do domu usłyszę 'o Szczecinianka przyjechała' bądź 'dyskoteka przyszła', lecz po chwili zdałam sobie sprawę z tego, to się nie stanie, bo nie będzie w domu dziadka. To wszystko, cały ten czas od jego śmierci tak szybko minął. Byłam zaganiana, zmianą pracy, przeprowadzką, nawet nie odczułam tego, że On odszedł.


Będąc w Pyrzycach w końcu mogłam utulać moją malutką Mei Li.Uwielbiam przyjeżdżać do domu i patrzeć jak cieszy się z tego, że mnie widzi. Skacze, prosi się by wziąć ją na ręce, a później nie odstępuje przez jakiś czas na krok. Resztę niedzieli spędziłam na rozmowach z Tomkiem i oczekiwaniu na mamę, której się nie doczekałam, bo wróciła z pracy nad ranem. xD Poniedziałek cały spędzony z mamusią i Tomkiem. A wieczór jeszcze milej w towarzystwie znajomego.

Jak mi się pomieszkuje w Szczecinie? Nie narzekam. Naprawdę. Przestałam już myśleć o wyjeździe do Poznania, żeby tam zamieszkać i znaleźć pracę. Tutaj mam znajomych, z którymi spędzam czas. Cały czas poznaję miłe persony. Jest tu ktoś kto w pewnym sensie staje się dla mnie ważny. Mam fajną pracę, do której chodzę z przyjemnością, a kiedy myślę, że będę już w restauracji spotkam koleżanki i kolegów z którymi pracuję buzia sama cieszy mi się na myśl o głupotach jakie tam wygadujemy i  żartujemy.
Nie wiem czy to wszystko co się aktualnie dzieje - kompletny spokój, wszystko się normuje - ma wpływ, ale... jestem w trakcie zakończenia leczenia psychiatrycznego. Uważam, że jest to dla mnie naprawdę wielki sukces. Kilkanaście miesięcy na lekach sprawiło, że moje bebechy nie są w dobrym stanie i odczuwam to za każdym razem kiedy zjem coś cięższego, bądź wypiję trochę więcej na imprezie.
Co do imprez... Ostatnio z Karolą byłam na koncercie "Forever Ends Today". Weszłyśmy do klubu, akurat grał jakiś młody zespół z okolic Szczecina. Stwierdziłam, że przy takiej muzyce nie dam rady siedzieć na trzeźwo. Zajęłyśmy się rozmową i wspominkami, a muzyka jakoś przestała przeszkadzać. Kiedy nadszedł czas na FET stanęłyśmy bliżej... wsłuchiwałam się w ich muzykę i... zakochałam się w nich.
Teraz z niecierpliwością czekam na Juwenalia i kilka koncertów oraz czerwca, ponieważ wtedy może odwiedzi mnie Fatum♡.

Jak tam u Was?
xoxo

sobota, 3 maja 2014

vol 286 - Szpakówka

Cześć Misie Pysie. (●⌒∇⌒●)
Do napisania tego posta zbierałam się już jakiś czas temu. Coś jednak zawsze skupiało większą uwagę. Co prawda posta pisałam kilka dni, ale w końcu dałam radę i powiem Wam to co mam do opowiedzenia. ^^
Jak sami pisaliście, lubicie kiedy opisuję to gdzie imprezuję i jak się tam bawię.
Jakiś czas temu byłam na pierwszej w tym roku imprezie plenerowej. Znajomy zaprosił mnie na facebooku na pewne wydarzenie zwane "Szpakówką". Wpierw nie wiedziałam co to dokładnie jest. Dowiedziałam się od kolegi tylko tego, że to taki Szczeciński Woodstock. Ze względu na to, że jestem stałym bywalcem na Woodstockowym polu postanowiłam zobaczyć co to za impreza. Tym bardziej  byłam zainteresowana tym wydarzeniem, z uwagi na miejsce w jakim się znajdowało. Las Arkoński, ruiny wieży Quistorpa. Z uwagi na to, że lubię takie stare budowle i ich szczątki nie wahałam się długo by tam zawitać. Co prawda to prawda. dziwnie było mi tam iść, ponieważ znałam tylko jedną osobę na całej imprezie. Tego samego dnia poznałam jeszcze kilka osób i razem wyruszyliśmy w drogę, która strasznie mnie zmęczyła, ponieważ znajomy wybrał trasę przez straszne górki. No, a ja nie lubię się za bardzo wspinać. _-_
Doszliśmy na miejsce. Czekało tam na nas ognisko i mnóstwo przyjaźnie nastawionych do siebie ludzi. Rozgościliśmy się na kocyku i zaczęliśmy imprezować. Dobre towarzystwo, kiełbasa z kija i zakrapianka. Trzy rzeczy, które zawsze kojarzyły mi się z tego typu imprezami.
foteczki podczas drogi są obowiązkowe. ^^
Dla porównania, jak wieża wyglądała kiedyś.
Gosh! Chciałabym choć na chwilę przenieść się do czasów kiedy ta budowla była taka piękna.
Zobaczyć ją w całej swojej okazałości i wspiąć się na górę by pooglądać panoramę Szczecina.
Ruiny wieży. Szkoda, że nie zrobiłam więcej zdjęć
i musiałam się posłużyć także fotografiami pobranymi z google.
Spokojnie Kochani, nadrobię i będzie ich więcej mojego autorstwa.
Mikołaj mistrzem nacinania kiełbasek ;)
jakieś foto z uczestnikami Szpakówki, już na koniec kiedy zbieraliśmy się do domu. ;)
Wracając do dalszej opowieści...
Szpakówka trwała, ognisko się paliło, a mnie od dłuższego czasu zastanawiało 'skąd pomysł na tego typu imprezę?' Miałam okazję porozmawiać na ten temat z Krzysiem - organizatorem całego spotkania. Dowiedziałam się, że taka impreza miała już miejsce kiedyś pod nazwą MP jednak organizatorzy zrezygnowali z kontynuowanie tego wydarzenia. Krzyś przejął inicjatywę i nazwał spotkanie "Szpakówką". Jak sam mówił miejsce samo świetnie się prezentuje, może tam zagościć naprawdę wiele osób lubujących się w tego typu spotkaniach, a i przed deszczem można się schować w ruinach.
Sam Krzyś powiedział:
"W trakcie tych imprez postanowiłem, że zrobię imprezę, na którą będzie mógł przyjść praktycznie każdy i będzie się dobrze bawić. Chciałem stworzyć takie miejsce gdzie ludzie będą się bawić bez żadnych spin, we wzajemnym szacunku i poznają przy tym wiele osób, których nie mogliby poznać w innych okolicznościach. Marzy mi się, aby kiedyś przekształcić to w coś jeszcze większego, ale zobaczymy co jeszcze z tego wyjdzie."
Ja jestem w 100% za tym aby ta impreza trwała i miała coraz to więcej jeszcze lepszych kontynuacji, na których w miarę możliwości będę się pojawiać. Z tego miejsca chciałabym jeszcze raz serdecznie podziękować Krzysiowi za to, że mogłam się tam tak świetnie bawić i poznać wspaniałych ludzi, których pewnie nie poznałabym nigdzie indziej. Życzę także tego by marzenie dotyczące Szpakówki się ziściło.
A Was Kochani Czytelnicy chciałabym zarosić na kolejne spotkanie, które będzie miało miejsce już w czerwcu. (∩▂∩)

xoxo

czwartek, 1 maja 2014

vol. 285

Hej Miśki. ٩(●˙▿˙●)۶…⋆ฺ♡

Natłok wydarzeń  ostatnim tygodniu sprawił, że nie miałam czasu nic tutaj napisać. Dziś dzień wolny także nadrabiam i opowiadam.
Otóż w zeszły piątek dostałam propozycję pracy w restauracji KFC w Szczecinie, którą oczywiście przyjęłam. Zaczynałam pracę dopiero od poniedziałku, także weekend miałam na ogarnięcie się i na odpoczynek przed rozpoczęciem nowego etatu. W związku z tym cały weekend przebimbałam w towarzystwie rodziców w domku ciesząc się słońcem i spokojem na ogrodzie.
W poniedziałek o 4 miałam pobudkę, aby trafić do pracy na czas. Masakra, w busie mała drzemka, a później już tylko praca. Przez trzy dni obserwacji i pracy w restauracji mogę stwierdzić, że atmosfera jest bardzo miła, a sama praca fajna ze względu na to, że ma się cały czas kontakt z ludźmi. Nie ukrywam, że zestawy i posiłki jakie oferuje KFC są dla mnie czarną magią, iż sama nie przepadałam i nadal nie przepadam za tego typu jedzeniem. Wszystko jest jednak do naumienia ;)

A dziś się przeprowadziłam. Dopiero dziś, mimo iż miałam zrobić to już w niedzielę. Ale od początku. Jeszcze przed tym, nim zaczęłam pracę szukałam z kolegą mieszkania do wynajęcia. On, powiedział, że ma gdzieś tam mieszkanie bardzo tanio i ma się tam przeprowadzić, a ja mogę wraz z nim. 'Fajnie' - pomyślałam, a z racji tego, że powiedział, że to jest pewniak odpuściłam szukanie czegoś innego. W końcu znałam Go już jakiś czas i myślałam, że mogę mu ufać. Dni mijały, a On dziwnie zwlekał i mówił, że jeszcze się nie możemy przeprowadzić, bo nie dostał kluczy. Czwartek, piątek, sobota, niedziela, aż do wczoraj. Zadzwoniłam do Niego i usłyszałam tyle co nic. Kluczy nie ma i tyle. Wracałam do domu wkurzona, wyobrażając sobie najczarniejsze scenariusze, że będę musiała zrezygnować z pracy etc. W domu po rozmowie z rodzicami zaczęłam szukać mieszkania. Telefony nie odpowiadały, skrzynka email była pusta. Zaczęłam pytać znajomych czy może czegoś niewiedzą. Dostałam numer i zadzwoniłam... A teraz jestem w moim pokoiku i zaraz wychodzę na piwko. ^^
Problem z dojazdami do pracy się skończył. Wyrwałam się z Pyrzyc tak jak chciałam i mam pracę. Czego można chcieć więcej? czyżbym w pewien sposób zaczęła nowe życie? (★^O^★)


Nauczka na jakiś czas. Żeby nie ufać za bardzo ludziom i jeśli chodzi o tak ważne sprawy ogarniać wszystko samemu.
dziękuję.


xoxo