środa, 13 sierpnia 2014

vol. 296 - make up i soczewki

Hej Kociaki. ٩꒰。•‿•。꒱۶
ostatnio trochę zaniedbałam się w makijażowych wątkach na tym blogu. Ostatnio miałam więcej czasu na to by zrobić mały tutorial.
Wpierw zacznę od tego, że jakiś czas temu potrzebowałam bardzo szybko zamówić sobie soczewki. Moje wspaniałe fioletowe skończyły ważność, a ja zostałam w przysłowiowej pupie. Z uwagi na to, że nie używam przezroczystych soczewusi, a z mojej kochanej strony szły by bardzo długo zamówiłam parę na allegro.

BC: 8,6 mm
DIA: 14,2 mm
Żywotność: kwartalna (3 miesięczna)
moja ocena - ★★★✩✩

Te soczewki są strasznie malutkie. W porównaniu z poprzednimi soczewkami które miały 16mm, do których się przyzwyczaiłam te wydają się nie zmieniać wielkości oka.
Mimo wszystko są bardzo wygodne. Strasznie podoba mi się to, że przez nie widać mój naturalny kolor oka.

1 - nakładamy podkład na twarz,
2 - nakładamy puder matujący na twarz

3 - aplikujemy biały cień do powiek na wewnętrzną część górnej i dolnej powieki
4 - na górną część powieki od środka do zewnętrznego kącika oka nakładamy brzoskwiniowy cień do powiek
5 - na dolną powiekę od punktu środka do zewnętrznego kącika oka nakładamy brzoskwiniowy cień do powiek.
6 - na zewnętrzny kącik oka nakładamy brązowy/grafitowy cień
7 - blendujemy cień przy łuku brwiowym i w kąciku oka
8 - malujemy brwi


9 - malujemy kreski eyelinerem

10 - na samym środku linii wody na dolnej powiece malujemy kredką/eyelinerem krótką linię
11 - kredką bądź eyelinerem malujemy kreskę od środka dolnej powieki aż do zewnętrznego kącika oka
12 - malujemy dolne i górne rzęsy tuszem
13 - przyklejamy sztuczne rzęsy na górną powiekę
(na zdjęciu przyklejona tylko jedna aby było widać różnicę makijażu ze sztucznymi rzęsami i bez)
14 - nakładamy róż na policzki
15 - malujemy usta
SKOŃCZONE~! 
Mam nadzieję, że mój tuto komuś się przyda ;)

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

vol. 295 - XX Przystanek Woodstock - 2014

Hej kochani.
Jakiś czas temu wróciłam z NAJPIĘKNIEJSZEGO FESTIWALU ŚWIATA.  Jak co roku przywiozłam ze sobą wspaniałe wspomnienia, zawarłam nowe znajomości i pogłębiłam stare, a przede wszystkim zdobyłam masę pozytywnej energii na cały rok, aby dotrwać do kolejnego Przystanku Woodstock, na którym na 100% się pojawię. Zacznę jednak od początku, pomijając całe to "rano byłam w pracy", to co działo się przed wyjazdem etc.
mój strój na
pierwszy dzień
Festiwalu
Godzina 17.32, pociąg ze Szczecina Głównego do Kostrzyna nad Odrą ruszył.  Za 2 godziny z hakiem mieliśmy wspólnie z Jackiem być na dworcu. W pociągu spotkaliśmy mnóstwo pozytywnych ludzi, z którymi zrobiliśmy mały before party.  Spotkałam tam również starych znajomych, których nigdy w życiu nie poznałabym gdyby nie ich pseudonimy podczas przedstawiania się. Ciężko poznać kogoś kiedy nie widziało się go przez kilka lat. Wyjeżdżając ze Szczecina za oknem pociągu cały czas świeciło słońce, a im bliżej tak zwanej mety byliśmy tym bardziej pogoda się psuła. Centralnie przed Kostrzynem się rozpadło. Wysiedliśmy z pociągu i podążyliśmy w stronę Woodstockowego pola. Wielu ludzi czekało chowając się przed deszczem, ale z Jackiem stwierdziliśmy, że deszcz nam nie groźny i idziemy dalej. Faktycznie. Tak czy siak byliśmy już mokrzy, a sam deszczyk nie był zimny - raczej przyjemnie kojący.  Po długiej drodze, którą przeszliśmy ze wszystkimi tobołami, zrobionymi kilkoma przystankami doszliśmy do ronda - punktu zwrotnego dla chyba każdego podróżnika Woodstockowego.  Od tamtej pory już było z górki, chwile później spotkaliśmy Fatum, która zaprowadziła nas na pole zwane "Odbytem Lasu".
lewy dolny róg - tam nasz obóz ^^
Nazwa zobowiązywała.  Było naprawdę spokojnie, dużo miejsca i ciemno jak w tyłku.  Nie przeszkadzało to jednak w niczym.
Rozłożyliśmy namiot i spotkaliśmy się ze znajomymi. Było całkiem zabawnie i bardzo się cieszę z tych spotkań, ponieważ znałam chłopaków tylko z internetu. Szczególnie znajomość z Pilchem trzeba było w końcu jakoś ogarnąć na żywo, bo w necie strasznie dużo pisaliśmy (ah te photoblogi^^)

Dnia następnego ruszyłam z Jackiem na zakupy do Żabunci pod dworcem PKP. Zanim jednak tam dotarliśmy zrobiliśmy dość spore kółeczko po Kostrzyniu. Po zrobionych zakupach czekaliśmy chwilę na to, aż przyjedzie Sato. No i przyszła. Od samego początku ją pokochałam... Za to jaka jest szczera, bezpośrednia i mega zabawna. Poszliśmy z uśmiechami na buziach do naszego namiotu, chwilę posiedzieliśmy przy zimnym Leszku, następnie przejść się po Woodstockowym pasażu i odwiedzić Łukasza, którego poznałam na zeszłorocznym Woodzie. Wygłupów i głupoty wylewającej się z naszych głów nie było końca. Później odprowadzić Satoszka na spotkanie i do błota.
♡luv♡luv♡luv♡
Gosh~ To błoto to istny raj na ziemi podczas takich upałów, w momencie gdy chce się oglądać koncerty. T.Love zagrali naprawdę dobrze. Nie przepadam za Muńkiem i zespołem, ale tam, na Woodstockowym polu wszystko brzmi inaczej. Po usłyszeniu czegokolwiek momentalnie się w tym zakochujesz. Tam nawet mantry "Hare Krishna" są magiczne. Na koncercie zespołu The Bill byłam już nie pierwszy raz, ale teraz zwyczajnie bawiłam się o wiele wiele lepiej. W błocie pląsałam jeszcze podczas koncertu Protoje i Hatebreed. Protoje strasznie lubiłam słuchać już przed Woodstockiem, ale na żywo brzmieli tak genialnie... Teraz nie mogę przestać słuchać tej muzyki. "They never gonna love you JA like I love you JA ay ay" Niestety później już zrobiło się mega zimno i postanowiłam iść się ogarnąć. Co by nie było, co by ludzie nie mówili, da radę utrzymać czystość własnego ciała na tym festiwalu. Do zimnej wody da radę się przyzwyczaić. A jeśli takowa nie przypasuje zawsze można skorzystać z płatnych ciepłych prysznicy, do których trzeba stać w kilometrowych kolejkach. Chwilę otarłam się także o koncert Budki Suflera. ^%$%$#@#$%^&* to był pierwszy i niestety już ostatni ich koncert, który tak bardzo mnie porwał. Film poniżej oddaje całkowicie klimat tego koncertu. Nic dodać nic ująć.
Poszłam do Wioski Krishny na koncert Ras Luty i Mesajah na które tak bardzo czekałam. Ras Luta zwyczajnie podbił moje serduszko. Miał tak świetny kontakt z publicznością... Każdy utwór jaki zaśpiewał w 100% brzmiał lepiej na żywo niż w głośnikach słuchawek czy komputera. Bardzo podobało mi się, że grał także kilka kawałków EastWest Rockers. Do tego nie ukrywam, że później miałam naprawdę zacne towarzystwo. Otóż poznałam naprawdę przesympatycznego chłopaka z Żor (nie wiem jak to się odmienia) - Pawła, z którym chcąc nie chcąc spędziłam większość Woodstocku. Nie narzekam. Ale wracając do koncertów... Pod namiotem Krishny było mega gorąco, a tłum nadal napierał. Wszyscy chyba zbierali się na koncert Mesajah'a, jednak mnie niczym nie zaskoczył. Szczerze powiedziawszy myślałam, że będzie lepiej. Fajnie, że grał z gośćmi, ale później zaczął strasznie mulić. Pod koniec koncertu zawinęliśmy się pod Dużą Scenę, aby posłuchać jak gra Bednarek. Ten mnie nie zawiódł. Na każdym jego koncercie na jakim byłam zawsze bawiłam się świetnie. Zawsze z jego koncertów przywożę do domu wspaniałe wspomnienia i także jest i tym razem. Wesoła zabawa, uśmiechnięci ludzie, Kamil taki radosny, że znów gra na tej przepięknej scenie.
W kolejnym dniu mojego pobytu na tym wspaniałym festiwalu czas spędziłam z ekipą wesołego Syrena na sprzedaż z Częstochowy i jego znajomych. Razem z nimi również nie brakowało śmiechów. Chłopcy mieli tak pozytywnie poukładane w głowie, a pan Syren zamieniający się w księcia (taka mała wixa tematyczna) - Balcu chcąc nie chcąc sprawił, że strasznie polubiłam jego poczucie humoru. Po koncercie Tabu, który na notabene spędziłam w Lidlu zamiast pod sceną spotkałam Pawła, z którym później udałam się na spacer po Woodstockowej Krainie. Szczerze Wam powiem, że nie pamiętam kiedy ostatni raz przeszłam tyle kilometrów. Usiedliśmy na górze ASP i oglądaliśmy koncert Carrantuohill i Lao Che i rozmawiając.
Na wieczór przywdziałam strój tygryska i poszliśmy na koncert Acid Drinkers. Nie przepadam za nimi, ale na koncercie dali czadu. Nie ma co~ No i przede wszystkim zagrali "Love Shack!" który naprawdę chciałam usłyszeć na żywo. Ania pojawiła się na scenie i już wiedziałam, że poleci w głośnikach moja piosenka. A po nich chyba najbardziej wyczekiwany koncert tego roku - SKINDRED
To dopiero było coś. Staliśmy pod sceną i uciekaliśmy co jakiś czas przed pogo. W pewnym momencie wcale się nie dało, ponieważ cała półmilionowa publiczność tak szaleńczo pląsała i skakała. Skindred zwyczajnie zresetowali mi system podczas tego koncertu. Między kawałkami, aby podtrzymać kontakt z publiką puszczali dziwne kawałki internetu typu Harlem Shake. Oczywiście i bez tego mają świetny kontakt z widzami, a my słuchacze zwyczajnie ich uwielbiamy. I tak jest już drugi koncert na Woodstocku.
Chwilę jeszcze zostaliśmy na KyMani Marley i zmietliśmy do namiotów, bo Misa niestety zasypiała już na stojąco. (co za wstyd)
W sobotę, ostatniego dnia festiwalu poszłam odwiedzić wioskę Stargard. Tam spotkałam w końcu po prawie 2 latach Cichego. O mateńko. Nawet nie wyobrażacie sobie jak się za tym szalonym kolesiem stęskniłam. Chwilę byłam na rozpoczęciu koncertu Ukeje. Naprawdę uwielbiam ich. I aż dziwne jest mi stwierdzić, że bardziej podobał mi się koncert akustyczny na Zamku Książąt Pomorskich. Ale po raz kolejny usłyszeć głos Damiana na żywo to miodek na uszka.
widok na Woodstock z młynu

Z Cichym spędziliśmy trochę czasu, poszliśmy do jego obozu, a stamtąd nad Warte zażyć jakże kojących, chłodzących kąpieli. Co prawda droga była okrutna, bo strasznie daleka, ale podołaliśmy wyzwaniu. Kiedy wracaliśmy było o wiele przyjemniej, a droga wydawała się o wiele krótsza. Poszliśmy do mojego obozu, ponieważ musiałam zebrać swoje rzeczy i przenieść się do wioski Stargard, aby spokojnie wrócić ze znajomymi autkiem do domku jeszcze tego samego dnia po koncertach. Niestety nie pożegnałam się ze wszystkimi osobami, z którymi chciałam się pożegnać i podziękować za wspólnie spędzony czas i wspaniałą zabawę. Przepraszam za to bardzo mocno, jednakże czas gonił, a i większość z Was nie było w obozach. Zapewne szaleliście na Piersiach pod sceną. Przyszłam do Stargardowej wioski tuż przed tym jak zaczął padać deszcz. To już był swoisty znak, że Woodstock się kończy. Zawsze kiedy dobrze się tam bawię pod koniec festiwalu pada. Z miejsca w obozie oglądałam koncert Jelonka. Niestety nie dałabym rady iść pod scenę. Nie dość, że tam było tak dużo ludzi, to jeszcze ja nie koniecznie dobrze się czułam. Ciągłe spacery po Woodstockowych polach, pląsy pod sceną i spacer nad rzekę zrobiły swoje - nogi zwyczajnie odmówiły mi posłuszeństwa i były jak z waty. Dostały mocy jedynie wtedy kiedy wiedziałam już, że idę do samochodu, którym pojadę do domu. Co do koncertu Jelonka, słuchało się go bardzo przyjemnie, zapewne lepiej byłoby mi pod sceną, jak zwykle z resztą. Cóż, następnym razem~! Jedynym koncertem, który jakoś tak mi nie podszedł była Coma. Nie ze względu na Roguckiego jak wszyscy myślą, że się sprzedał, że coś tam. Nie, nie. Zwyczajnie nie lubię ich smutnych kawałków. Coma to dla mnie taki zespół, który nawet wykonując radosny utwór zrobi to tak jakby grali o śmierci i innych smutnych rzeczach.... Może na mój niesmak do tego koncertu miało wpływ również to, że nie stałam pod sceną wśród ludzi, gdzie nagłośnienie jest najlepsze... Nie mam pojęcia...Nie zmienia to jednak faktu, że byłam, zobaczyłam, usłyszałam. Zostaliśmy do koncertu Accept, ale chwilę później Zwierzaczek stwierdził, że zbieramy się...
za rok i ja mam zamiar stanąć na tym dźwigu.

I poszliśmy~ Ze wszystkimi tobołkami wyruszyliśmy w stronę autka, a droga jakby nie miała końca. Ciągnęliśmy się przez pasaż i jakąś polną dróżkę wraz z innymi ludźmi jak zombie.W drodze przypominałam sobie momenty z książki "Narodziny Gubernatora" - Kirkmana kiedy to zombie błąkały się po lasach i poboczach dróg. Śmiesznie. Po dość długiej wędrówce jednak dotarliśmy na parking. Spakowaliśmy się i przyjechałam do Pyrzyc, a dnia następnego mama odwiozła mnie do Szczecina.


Żeby nie było, że Misa wyszła bez szwanku podczas tegorocznego przystanku...Nabiłam sobie podczas zabaw i pląsów kilka siniaków.
Podczas tego Woodstocku miałam naprawdę dużo czasu do przemyśleń, podczas rozmów z ludźmi i siedząc/wędrując samotnie. Czas coś zmienić i stwierdzić czego chcę od życia.
A Wy jak tam? Byliście w tym roku na Przystanku Woodstock? Jak się bawiliście? A może dopiero macie zamiar się wybrać? :D

xoxo