wtorek, 31 lipca 2012

vol. 183


moje kapuścińskie pojechali dziś na Woodstock.
szczerze, jakoś mi nie żal tego, że nie jadę... pieprzyć Anti-flag i ADF xD
żałować pewnie będę później, kiedy chłopcy przyjadą i będą się głęboko rozpisywać na temat tego jakie głupoty robili i jak to dobrze się bawili. pociesza mnie jednak fakt, że jak wrócą będę mogła z nimi zabalować w bardziej przyjemnym gronie iż na Woodstocku wraz z nimi w wiosce będą osoby, za którymi szczerze nie przepadam...

planów na dziś nie mam wcale. nawet nie mam celu tak smacznego jak wczoraj...
nudzi mi się paskudnie ;x nie mam w co grać, nie mam co oglądać,
czyżby to był kolejny dzień z serii tych spędzonych w łóżku na nicnierobieniu?
żeby chociaż moje małe Negaiowe było w domu...
teraz siedzę sama w domu i nie wiem co ze sobą począć. słucham jednej piosenki w kółko jak jakiejś mantry i czuję, że zaraz się to może skończyć naprawdę dziwną eksplozją w mojej głowie. 



kilka planów na najbliższe dni:
- naprawić matę DDR
- zmienić swój tryb odżywiania się. (wyeliminować trzeba znów napoje gazowane, za bardzo słodkie, sztucznie barwione, jeść owoce i warzywa w dużych ilościach - najlepiej ze znanego źródła, zero jedzenia na mieście, alkohol spożywać tylko w małych ilościach i nigdy bez okazji. nie jeść tłusto, nie jeść dużo słodyczy)
- utrzymywać się w niepaleniu
- znaleźć w końcu motywację na wystawienie na bloga i szafę więcej ciuszków, butków i dodatków.




moje lenistwo i to, że leżę w łóżku już pół dnia przynajmniej pozwala mi na napisanie w skrócie co działo się u mnie w tym miesiącu.
otóż trzeba zacząć od tego, że przyjechał w końcu Tomek. po dwóch miesiącach niewidzenia się zobaczenie jego osoby było czymś niesamowitym.
cały miesiąc spędziliśmy razem... w sumie na nicnierobieniu, ale zawsze to razem. w tamtym tygodniu byliśmy nad morzem kilka dni i bawiliśmy się cudnie. szkoda tylko, że ten czas tak szybko zleciał.... i wróciliśmy do domu...
szczerze? cały lipiec przepłynął między palcami nawet nie wiem kiedy. nawet nic pożytecznego nie zrobiłam.


w piątek pobudka o 5. jednodniowa wycieczka do Niemiec po Tomasza II x) nie wiem kiedy droga zleciała i byliśmy pod Hamburgiem... droga powrotna.. no comments. śpiewanie, drinkowanie, nic niepamiętanie xD ja pierdole. nigdy więcej.

poniedziałek, 16 lipca 2012

vol.182

To straszne jak szybko leci czas.
Całe dwa miesiące czekałam na tę chwilę. Chwilę w której zobaczę mojego Miśka i będę wiedziała, że jak na razie zostaje ze mną i nigdzie już nie jedzie. Przez te dwa miesiące zdałam sobie sprawę jak bardzo mi zależy na tym co razem stworzyliśmy.
Niedawno jeszcze była niedziela i czekałam na swojego Skarba, a już jest poniedziałek. Spędziłam z Nim najwspanialszy tydzień jaki tylko mogłam w ostatnim czasie.
Niby nic się nie działo... Pogoda nam nie dopisała, nie mogliśmy spacerować, wybrać się gdzieś. Cały czas padał deszcz, wiał wiatr i nie było świecącego słoneczka ;c Oglądanie filmów, gotowanie, wygłupianie się, nawet praca w ogrodzie u babci była o wiele przyjemniejsza z Nim... Zdaję sobie sprawę właśnie z tego, że już minął tydzień i najprawdopodobniej zostały nam tylko dwa tygodnie, a później znów dwumiesięczna rozłąka. To straszne, a wizja tego strasznie mnie przeraża.

Mam pewien plan w głowie, ale nie wiem czy on wypali i jak to dokładnie będzie. Taki jaki od zawsze chciałam zrealizować z pewną osobą. To jednak nie jest takie łatwe... a jeśli się wszystko pokomplikuje, tak jak na dzisiejszy dzień jest już nigdy nie będzie tak by można było zrealizować to. ehh~

Jakiś czas temu tak strasznie się rozleniwiłam.
Mam tyle do zrobienia, a tak bardzo mi się nie chce. A jeśli pogoda będzie nadal taka chora i smutna chyba zdechnę z nieróbstwa. Ale do końca lipca mam jeszcze luzik. Od sierpnia praca :) I zacznie się znów brak czasu na nic.

No i zastanawiam się jeszcze nad tym czy jechać na WOODSTOCK?... Kto jedzie? Bo w sumie się waham nad tym czy się tam wybrać czy nie. W sumie chciałabym, ale na raptem 3 zespoły na których średnio mi zależy, nie wiem... No i jakoś nie chce mi się spędzać dni tam na ciągłym piciu od rana do wieczora i siedzeniu z podpitymi wkurzającymi ludźmi. (bo tacy ofc też się znajdą - jak co roku). Z drugiej strony wizja opuszczenia Woodstocku... Powiem krótko... Wiem, że będę żałowała... :C

Oho~I znów mania 90210. (a jakiś czas temu skończyłam sezon 4 xD) Tym razem oglądam to przez Negai. Im więcej odcinków oglądam tym bardziej marzę o kolorze włosów takim jak Jessica Stroup grająca Silver.
Sama nie wiem... Robić czy nie? A jeśli później zachce mi się znów różu? xD

sobota, 7 lipca 2012

vol.181

Zastanawiam się czy w ogóle nie zrezygnować z photobloga. Tylko,że gdzie ja będę umieszczać takie pokłady zdjęć, prawda? :D
Mam w sumie trochę do opowiedzenia. W końcu nie pisałam prawie tydzień :c Trochę jednak niewygodnie mi się pisze, ponieważ środkowy palec u lewej ręki mam lekko skrzywdzony :c ucięłam się wczoraj w niego tak bardzo podczas robienia czegoś w kuchni.
O czego zacząć?
Familie Gardenparty - było dość przyjemnie... Humor na początku miałam naprawdę bardzo zły. Spowodowane było to tym, iż od kilkunastu godzin nie dostałam żadnego smsa od Tomka. :x Jednak jedna wiadomość wszystko zmieniła i zaczęłam bawić się z innymi. Tańce-hulańce, lejąca się wóda, śmiechy-hihy, czego było jeszcze trzeba? Folkloru kurde!
Moje małe miasteczko słynie z tego, że co roku organizuje potupajkę przy piwie i starych piejących babciach, przy muzyce ludowej, a od jakiejś tam godziny leci disco... <Im SEXY and I know it!>
Gdyby nie Ola i Yumiko poszłabym sobie do domku grzecznie, ale niee.... trzeba było o wstawionego już Misowego zadzwonić. No i poszłyśmy. Tuptuptup na piwo słyszę ktoś się wydziera do mnie. Patrzu-patrzu, a tam moja mama i szwagier. Posiedzieliśmy powygłupialiśmy się, pobiegaliśmy w burzy po trawie... I moja przygoda skończyła się przed 6. <OMG~! never ever>


Ok.3 godziny później - niedziela.
Wstałam zjadłam poszłam na dwór. Szwagier machnął się po piwko. Gosh~ Jakie to straszne. Ledwo wstaje i już.. <NVM> Wpadłam na genialny pomysł popływania w oczku wodnym xD Wyciągnęłam więc ponton,w połowie go napompowałam i hej. A w wodzie było tak miło i przyjemnie... I na dworze tak prażyło. Po południu mały wypadzik nad jeziorko z Ushim i Nuffin. :*
W poniedziałek wieczorek miło spędzony z Zero. Kurcze. Ostatnio jak się z nim spotykam czas leci nieubłaganie szybko.
I od wtorku do wczoraj posiedzenia u babci. Pomaganie na ogrodzie w jakiś pierdołach i później w domku.

Dziś sobota... Wyczekiwana od tak dawna. Brzuszek zaczyna mi wariować na samą myśl o tym, że jutro zobaczę się z moim Skarbem <3 Od tak dawna na to czekałam... a teraz nie wiem jak opisać dokładnie to co czuje.