poniedziałek, 17 stycznia 2011

vol. 132


to dość dziwne. wczoraj ominęła mnie zajebista impreza. z mojej własnej głupoty i głupoty mojego organizmu.
naćpałam się. poraz pierwszy od X czasu naćpałam się i musiałam wrócić do domu. kurwa~!
dziś leżę z dupeskiem w łóżku i wcale nie czuję się lepiej. głowa napierdala mnie niemiłosiernie - jakby miało mnie rozerwać od środka.
oczami wyobraźni widzę ten wybuch. najgorsze jest to, że nie mogę nic wziąć, bo dodatkowo zacznę znów odczówać ból żołądka.
chyba się sypię.
mama dziś wyjeżdza. mam dwa tygodnie na zrobienie wszelkich badań, żeby zlikwidować wszelki ból jaki mi dokucza, a także dowiedzieć się co naprawdę się ze mną dzieje.
na chwilę obecną mam ochotę się napić i zapomnieć o bólu - nie martwiąc się o to co będzie jutro.
zapomnieć o tym co mnie boli - także mentalnie.
często oglądając różne filmy zastanawiałam się jak to jest zakochać się w osobie, która mieszka na drugim końcu świata - dowiedziałam się. paskudna sprawa, szczególnie kiedy ma się odcięte wszystkie możliwości, dzięki którym można ze sobą rozmawiać. zastanawiałam się także jakie to uczucie pomagać komuś spełnić swoją miłość i jednocześnie w tej osobie się zauroczyć dokładnie wiedząc, że nie jest się tą miłością. - myślę, że tego też się dowiedziałam. strasznie boli.
coraz częściej myślę, że nie ma na tym świecie osoby, z którą mogłabym być naprawdę szczęśliwa. to popieprzone. niby każdy powinien mieć swoją drugą połówkę, a ja czuję, jakbym miała do końca życia zostać sama. czy to nie dziwne? mam 20 lat, a jest tak źle i dziwnie. :x