poniedziałek, 17 października 2011

vol. 155

Kurcze. Zbieram się cały dzień na to by tu coś naklepać i w końcu zebrałam się.
Przez ostatni tydzień/dwa wiele się wydarzyło. Począwszy od tego, że zmieniła się pogoda, która jest po prostu straszna. Jesień najgorsza zaraz po zimie. Długo się nią pewnie nie nacieszę, ponieważ biorąc pod uwagę te  mroźne paskudnie poranki, kiedy wracam z pracy... zima zbliża się wielkimi krokami.
W tym roku jednak chyba chcę by się pojawiła. Jakoś pierwszy raz od nie wiem ile... chcę święta i nie mogę się ich doczekać. x) Dziwne trochę, ponieważ ja przecież nie lubię świąt. ;__;
Brnąc dalej w moje przemyślenia i moje życie... Pod koniec września, bądź na samym początku października zakończyłam pewien związek bez przyszłości. W sumie zastanawiając się nad tym dlaczego to zrobiłam... Powody są błahe i wszystkim, którzy mnie znają powszechnie znane. Nuda, rutyna, nie ta osoba - tak po prostu... W sumie wyszło mi na dobre. Dzięki niemu poznałam tylko bardzo fajną dziewczynę, z którą mam nadzieję się zaprzyjaźnić ;)
W pracy naprawdę dobrze. Z wypłaty została tylko 100. Dobrze, że mama dziś poratowała mnie następną 100. xD także bucików w tym miesiącu sobie nie kupię :c W sumie to wszystko przez te imprezy i mój nowy nabytek jakim jest mój prześliczny tatuaż.
W związku z nim były straszne przeboje. Szukałam tatuażystów po całym Szczecinie chyba z 3 h. Później skierowano mnie do Macieja, który tatuaż mi robił. Co prawda trochę się wykosztowałam, i naczekałam na niego, ale było warto... zaczynam już myśleć na nowym projektem, ale u kogoś innego by sprawdzić innych tatuażystów Szczecińskich ;) To naprawdę wciąga.
Wybrałam się na imprezę do dyskoteki z ludźmi z pracy. Oczywiście, że dzień wcześniej zabalowałam z Olą i nie spałam specjalnie długo, musiałam się zalać w trupa... co nie zmienia faktu, że bawiłam się znakomicie. Poznałam kilka fajnych ludzi... w szczególności jednego kolesia o imieniu John \(*o*)/ Normalnie się zakochałam. ♥
Prawdę powiedziawszy po tej imprezowej sobocie bałam się pojawić w robocie, że ktoś puści parę z buzi o tym co mówiłam o sobie i jaka dokładniej jestem. W sumie teraz mam w poważaniu to czy coś mówią czy nie. Bawię się jak lubię i ch** reszcie w pupska, jeśli coś im się nie podoba ;) Nic jednak chyba nie wyszło... a nawet jeśli.. chodzę z wysoko uniesioną głową, dumna, bo przecież co kogo obchodzi co robię. :) W pracy nie muszę mieć we wszystkich przyjaciół, prawda? :D
Co do mieszkania z tatą. Nie jest źle, naprawdę... Jak zawsze i wszędzie - zdarzają się małe sprzeczki, ale najlepszą metodą jest zamknięcie mordy i się nie odzywanie ;) o taaa. 
Jak w każdej notce, muszę wspomnieć, że bardzo mi smutno i tęskno. A to naprawdę prawda najprawdziwsza. Cholernie mi źle kiedy nie mogę się z nimi tak długo widzieć. :c A internet jednak niczego nie załatwi... a rozmowy kamerkowe bardziej rozpalą uczucie tęsknoty niż ją zaspokoją.
A za tydzień znów impreza z dziewuszkami. Miało być Libido, ale jednak będzie Pinokio ze względu na to, że chcemy spotkać się z pewnymi panami. :) Będzie się działo.