wtorek, 5 lipca 2011

vol. 152

Ohoho, w końcu po długim czasie pojawia się tu coś :)

Nigdy nie przypuszczałabym, że bieg wydarzeń pokieruje mnie właśnie tak, jak pokierował. Nie przepuszczałam, że może wszystko się tak bardzo zmienić. W sumie to aż dziwne. Z jednej strony strasznie przykre, a z drugiej chcę non-stop zacieszać z.. eeee... szczęścia(?) Chyba tak. To chyba szczęście. Znów się cieszę na wspomnienia tamtych wspaniałych chwil, a jeszcze nie tak dawno te same wspomnienia wywoływały łzy. Serio, nie spodziewałam się, że może być znów dobrze.
Czyżby nadchodzące dni były ponownymi narodzinami czegoś pięknego?

Dziwne jest w sumie to jak bardzo zmieniam się w stosunku do tego co robię i mowię. Jak bardzo zmieniam się w stosunku do niektórych osób. Ale zastanawiając się nad tym chwilę jak mam się nie zmieniać w stosunku do nich jeśli oni zmieniają się w stosunku do mnie? Przepraszam, ale nie będę wchodziła w dupska osobom, które tak czy tak nie przejmują się tym co się ze mną dzieje, a przypominają sobie tylko o mojej osobie, gdy czegoś chcą. Wyskakują ni to z gruszki, ni z pietruszki z głupim "Hej, co tam?", a po chwili piszą o swoich błahych problemach, jakby myśląc, że nie mam swoich i wielbię słuchać tego jak ludzie sobie wymyślają powody do zmartwień. >///<

Nadal czasami zdarzają mi się dni, w których myślę nad tym co zrobiłam źle. W czym zawiniłam, że On potraktował mnie tak jak potraktował. To niesprawiedliwe. Zastanawiam się od którego momentu wszystko było fikcją, bo nie da się ukryć, że było inaczej.